ROSES WITH LOVE

Brrr...
Zimno. Jest paskudnie zimno. Nie, żebym ja bardzo lato kochała, ale stanowczo wolę temperaturę pomiędzy 18-23, ale na plusie. Nie na minusie! Zimę kocham, ale tylko za oknem i w Święta...
A jeśli już o Świętach mowa, kontynuuję pokaz świątecznych prezentów, które to wydziergałam. Jeszcze trochę ich mam ;)
Miało być coś innego, jednak plany uwielbiają się zmieniać. Skoro wczoraj był Dzień Babci, postanowiłam pokazać Wam kolejny sznur, jaki wydziergałam na szydełku. To moja nemezis i Pieta... Nie żartuję, co mi ten sznur krwi napsuł, to moje, ale w końcu go zrobiłam i duma mnie rozpiera ;) Babci się też podobało, wzruszona była ogromnie i wybaczyła mi, że w tym roku nie pomagałam jej w kuchni ;)
Przed Wami...

ROSES WITH LOVE

naszyjnik, crochet rope, sznur szydełkowo-koralikowy, handmade, biżuteria, rękodzieło

Jeśli ktoś się dobrze przyjrzy, dojdzie do wniosku, że ten piękny, różany wzór doskonale zna, że gdzieś już go widział... I się nie pomyli. Wzór stworzyła niesamowita Justyna z bloga Eridhan Creations. Tej niezwykłej, utalentowanej Artystki niestety nie ma już wśród nas, ale dalej istnieją stworzone przez nią prace i wzory. Pokuszę się o nieśmiałe stwierdzenie, że właśnie dzięki swojej pracy ona żyje dalej wśród nas...
Kiedy zaczynałam swoją przygodę z rękodziełem, wcale nie planowałam zgłębiać tajemnicy sznurów szydełkowych i koralików, bardziej chciałam się poświęcić samemu szydełku i frywolitce, ale, któregoś razu zgłębiając czeluście internetu trafiłam właśnie na blog Justyny i przepadłam... Byłam zachwycona, że z tak drobnych koralików można stworzyć takie cuda i bardzo chciałam spróbować swych sił. Jednym z udostępnionych przez Nią wzorów był własnie ten cudowny wzór na sznur z różami, a gdy go zobaczyłam, od razu pomyślałam o mojej Babci i postanowiłam nauczyć się sznurów koralikowych (konkretnie to ukośnika) tylko po to, żeby zrobić dla Niej prezent ;) 


Nawlekanie tego sznura zaczęłam już... w maju albo czerwcu, dokładnie nie pamiętam. Początkowo miałam zamiar zrobić go na babcine urodziny w sierpniu, ale wiele się w tym czasie pozmieniało, a i ja się w końcu na tę robótkę śmiertelnie obraziłam za wszystkie problemy, jakie mi sprawiała. A było ich naprawdę nie mało i wiele razy zastanawiałam się, czy nie postawiłam przed sobą zbyt ambitnego zadania...


Wzór jest na 25 koralików w rzędzie, ja chciałam zrobić sznur o długości 60. centymetrów, łatwo więc policzyć, że musiałam nawlec 15 metrów koralików. Trwało to ponad tydzień, a nieocenioną pomocą wtedy okazała się moja przyjaciółka (o której już chyba nie raz słyszeliście ;) ), moja młodsza siostra Styśka i butelka wina ;) Świetnie się to nawlekało oglądając musical "West Side Story", polecam! 


Jak już wspominałam, sznur miał powstać na 80. urodziny Babci, czyli miałam czas do końca sierpnia, a przypominam, zaczęłam w czerwcu. Powinnam w teorii zdążyć, w praktyce jednak wyszło, jak wyszło. 
Ukośnik opanowałam parę dni wcześniej, pierwszą bransoletkę ukośnikową miałam zrobioną, uzbrojona w pokaźny kłębek różanych koralików, szydełko i dobre chęci, zabrałam się do dzieła... I od razu napotkałam problemy. Chociaż robiła ukośnikiem, jak Autorka polecała, wszystko zwijało się w brzydką koralikową kulkę i nie chciało się ładnie układać. Rozwiązania szukałam w Internecie, ale tam nic mądrego nie znalazłam i w końcu postanowiłam zagaić do Qrkoko, która poradziła, aby robić ukośnik przez dwie nitki. Jupi, pomogło! ;) 
Ale nikt nie mógł mnie uchronić przed uparcie pękającą nicią. Nie pamiętam już ile razy mnie to spotkało, po osiemnastym przestałam liczyć :/ Nić była wredna i paskudna, plątała się jak zwariowana, pękała co chwila, a kiedy pękała, to oczywiście spadały z niej koraliki, musiałam je nawlekać jeszcze raz... Do początku sierpnia nie miałam nawet połowy, wściekła, schowałam sznur na dno pudełka, a Babci kupiłam perfumy. Miałam już serdecznie dość tych róż i musiałam im pozwolić, aby nabrały mocy urzędowej i przestały mnie doprowadzać do szału ;) 


Wróciłam do niej pod koniec października, z zamiarem wręczenia naszyjnika Babci w ramach prezentu świątecznego. Jak się wszyscy dowiedzieli z poprzedniego posta, naszyjnik skończyłam w Wigilię, w ostatniej możliwej chwili ;) Wkleiłam go w końcówki, doczepiłam łańcuszek, zawieszkę (będącą de facto częścią innego zapięcia, ale ładnie wygląda, więc cii ;) ) i zapakowałam!
A, i jeszcze wypchałam, żeby się ładnie układał ;) Całe miesiące spędziłam na szukaniu odpowiedniej gumowej rurki, aż w końcu wypchałam naszyjnik bardzo delikatnie folią stretch. Nawet nie szeleści, a swoją rolę spełnia ;)


Jeszcze jedno "ale" - ktoś obdarzony świetnym wzrokiem dostrzeże na zdjęciach, że część sznura jest gładka, część jakby "karbowana". Ot, kolejna tajemnica tej biżuterii - gdy ją robiłam, przerobione koraliki się "wichrowały" i dopiero po jakimś czasie same z siebie zaczynały się elegancko układać. Naszyjnik zrobiłam raptem miesiąc temu, zdjęcia były robione tydzień temu i, jak widać, stopniowo wszystko się samo z siebie układa. Cierpliwości jak mawiają mędrcy ;) A jak stwierdziła moja Babcia - czy się ułożą czy nie, to ona i tak jest szczęśliwa, bo wie, ile pracy ja w to włożyłam i ile serca jej okazałam w takim prezencie. Jak tu nie kochać Babci? 


Na koniec, żeby tradycji stało się za dość, słówko o koralikach: są to oczywiście TOHO Round 11/0 w kolorach: Opaque White, Opaque Jet i całej gamie różowości (od najjaśniejszego): Ceylon Soft Pink, Ceylon Cotton Candy, Permanent Finish Galvanized Orchid i czerwony Silver-Lined Garnet. Mogę Was zapewnić, że na brak tych kolorów jeszcze długo nie będę narzekać :P 


Wiem, wiem. znów przegadany, długi post. Musicie mi to wybaczyć, ale nie umiem nie skrobnąć paru słów o swojej pracy, a jeśli robię coś specjalnie dla kogoś i to kogoś tak bliskiego jak Babcia, to aż nie wypada wstawić same zdjęcia i suche fakty. Poza tym, chyba za każdą pracą zawsze się kryje jakaś historia, nieprawdaż? ;)
W oczekiwaniu na wiosnę, całuję i ściskam Was ciepło! :) 

34 komentarze:

  1. A ja Ci zazdroszczę, że potrafisz pisać długie posty o swoich pracach ;) Mi zawsze jakoś słów brakuje, wydaje mi się, że nie ma co o tym pisać... A szur po prostu podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy lubią takie długie posty, dlatego muszę się ograniczyć ;) Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny :)

      Usuń
  2. cóż ja nawet jakbym chciała napisać długi post to skończyłby się on po mniej więcej 5 zdaniach :) gadać mogę godzinami, w pisaniu nigdy dobra nie byłam. Wiem ile czasu zajmuje takie nawlekanie, moja mama bransoletki różne robi i czasem angażuje ciocię do tej czarnej roboty ;p wystarczy jeden koralik w złym miejscu i cały wzór szlak trafia. Podziwiam, wyszło przepięknie. W szybkim tempie się rozwijasz i tak trzymaj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba ktoś nade mną czuwał, ponieważ w całych tych metrach pomyliłam się raz i na szczęście był to jeden koralik za dużo, więc mogłam go po prostu zbić narządkami ;) Mam nadzieję, że będę się jeszcze dalej rozwijać, niczym ten przysłowiowy papier toaletowy... haha ;)

      Usuń
  3. Przepiękny ukośnik, cudowny. Podziwiam i podziwiam. A że trochę kłopotów było, to radość ze skończenia jeszcze większa. Cudna praca. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, jak to skończyłam, odczulam ogromną ulgę ;)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. ukośników nie robiłam i po tym poście chyba jeszcze na długo zostawię sobie tą metodę:D
    ale bransoletka cudna- musiała sie podobać:)
    nawlekanie takiego wzoru i tylu koralików przy winie i telewizji? no podziwiam :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest wcale taka trudna, jeśli się zacznie od mniejszych prac ;) Wiem, że zdjęcia są mylące, ale to nie bransoletka, a naszyjnik (60 cm długości). Na ekspozytorze wyglądał źle, a ja byłam mało wyjściowa, żeby zrobić zdjęcie na sobie ;)
      No, i tylko raz się pomyliłam. To chyba zasługa wina :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Piękna praca i cudny wzór. Im więcej wysiłku i przeciwności było, tym większe zadowolenie z ukończenia dzieła :) Zwłaszcza, jeśli jest prezentem dla kogoś bliskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja, pięknie powiedziane ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cudny naszyjnik! I jak zawsze ze świetną historią w tle :) Nie dziwię się, że babcia była zachwycona. Cały czas mam w planach spróbowanie ukośnika, tylko, że w ogóle wina nie lubię...ba, nawet telewizora nie mam, nie mówiąc już o kimś do "czarnej roboty" (nawlekania) - jak żyć?! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ukośnik jest naprawdę prosty ;) Wino można zawsze wymienić na dobrą herbatę, a telewizor na ulubioną płytę. Może namów męża do nawlekania? :D

      Usuń
  7. Nie dziwię się Babci, że była zachwycona! Przepiękny naszyjnik! No i jakie "przygody" miałaś po drodze ;-) Na pewno zapamiętasz go na długo! Pozdrawiam serdecznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zapamiętam go z każdej strony, i tej dobrej, i tej złej ;)
      Pozdrawiam Cię cieplutko, Aguś!

      Usuń
  8. Wyszło przepięknie :) Ja wprost marzę o tym, żeby nauczyć się sznurów koralikowo- szydełkowych, ale nie mogę się zebrać :/ Nie bardzo umiem posługiwać się szydełkiem i chyba to mnie już na starcie powstrzymuje. Ale jak patrzę na takie prace jak Twoja odżywa we mnie motywacja do nauki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się przed nimi broniłam jak mogłam, ale okazały się być bardzo łatwe i teraz często mam jakąś włóczkę w torebce, żeby podziergać np. w tramwaju ;) Wiele szydełkiem machać nie trzeba, dlatego zachęcam, zachęcam do nauki! :)

      Usuń
  9. Piękny sznur w cudownej kolorystyce :) To fakt, Justyna była bardzo zdolną i fantastyczną osobą. Dobrze, że wciąż możemy korzystać z jej wzorów. A co do ilości tekstu, to chyba tak jest, że Kaśki zawsze mają dużo do powiedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorów z początku nie byłam pewna, ale w końcu wyszło naprawdę ślicznie :) Ja to taka wygadana się dopiero niedawno zrobiłam, z reszta, nie umiem tak po prostu wrzucić tylko zdjęcia i nic więcej, to nie "po mojemu" ;)

      Usuń
  10. Warrto było nie tylko ze względu na babcię, my też tu cieszymy oczy i wzorem i kolorem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam jeszcze w planach jeden wzorzasty sznur do zrobienia, tym razem dla siebie, ale na razie zbieram do niego koraliki, bo jak na złość, każdy kolor jest w innym sklepie ;)

      Usuń
  11. Niesamowity ;) Idealnie wpasowałaś się w mój gust ;) Świetne kolory.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękny! Sama mogę na razie tylko o takim pomarzyć, bo zupełnie mi nie idzie z szydełkiem. Całe życie z igłą w ręku i teraz człowiek nie umie się przestawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się za to igła nie słucha, także dla każdego coś miłego ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Ale prześliczne dzieła !!! Cudowne !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny wzór, naprawdę świetnie się prezentuje:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Panna Kajka dzierga , Blogger