CARMEL & LIME

Witajcie!
Puk, puk! Jest tam kto? Tęskniliście? ;) Czuję się w obowiązku wyjaśnić Wam moją tak długą nieobecność, więc szykujcie się na dość pokaźny wstępniak :)
Ależ te dwa ostatnie tygodnie były szalone! Cały 2015. roku był dla mnie niczym wycieczka na rollercoasterze, ale to, co się działo w czasie Świąt, to jakiś kompletny obłęd, który jednak będę wspominać z rozrzewnieniem. Jak Wam już wspominałam, moim ambitnym planem było zrobienie rękodzielniczego prezentu dla każdej Damy, która zasiada przy naszym wigilijnym stole. W tym roku owych dam było osiem, więc plan dość ambitny. Nie zabrałam się do tego za późno; na ponad tydzień przed Świętami miałam zrobione niemal wszystko, zostało mi skończenie sznura koralikowego dla Babci oraz wisiorka dla Mamy...
Zapewne opowiadałam Wam już o mojej wspaniałej i jedynej w swoim rodzaju Mamie, która uwielbia się chwalić dziełami swojej córki i która czasem powie dwa słowa za dużo? Tak, Mamcia znów mnie nie zawiodła i tygodniu przed Świętami radośnie mnie poinformowała, że do zrobienia są cztery bransoletki koralikowe, które do Świąt właśnie muszą dotrzeć na drugi koniec Polski. Jestem osobą o dość pokaźnym poziomie asertywności i częściej mówię "Nie" niż "Tak", ale sytuacja była nieco podbramkowa, więc, chciał nie chciał, wzięłam się do roboty. Dzięki bogom rękodzielniczym mam swoją ukochaną współlokatorkę, która nawlekła mi wszystkie sekwencje! Bransoletki musiały zostać wysłane najpóźniej we wtorek, żeby kurierem dostać się do właścicielki. Niestety, najwcześniej mogłam się za nie zabrać w sobotę przed Świętami, którą to wolną miałam dopiero popołudniu, a i kolejny poniedziałek był zajęty do południa... Ale, w myśl starej polskiej zasady "zastaw się, a postaw się", zaparłam się i je skończyłam. We wtorek, o szóstej rano przekazane zostały mojej Siostrze, by dokonała aktu wysłania paczki. Ona ją wysłała, ja padłam jak nieżywa na łóżko, bo spać w nocy z poniedziałku na wtorek nie poszłam...
No dobra, ale został jeszcze babciny sznur i maminy wisiorek. O obu opowiem Wam więcej w kolejnych postach, faktem jest, że sznur robiło się długo i trudno, z powodu wielokrotnie pękającej, plączącej się nici, a wisiorek to była sama przyjemność zrobiona w godzinę ;) Czasu na dokończenie obu miałam naprawdę mało, bo jak co roku, bawiłam się w Świętego Mikołaja i pakowałam prezenty dla wszystkich, a, że było ich dużo, a ja wszystko pakuję zawsze w papier, zajęło mi to prawie dziesięć godzin. Wyspana to ja nie chodziłam, bo wszystko robiłam po nocy, ale przecież ze mnie taki nocny marek :P
(Śpicie już czy nie? Mam nadzieję, że nie, bo to nie koniec Świątecznej Przygody Panny Kajki...)
Wigilia. Dzień cudowny i wspaniały. Nie ma to jak się obudzić rano z chrypą, gorączką i katarem. Przeziębiłam się po prostu paskudnie, dawno mnie tak z nóg nie zwaliło. Też się nie miało kiedy choróbsko przypałętać! Nie dość, że bałagan w pokoju, to jeszcze ja w bałaganie i prezenty w proszku. Ale, że jestem genialna, to podołałam. Pokoju swojego nie sprzątnęłam co prawda, ale oba prezenty wykończyłam.
Skończyłam je na dwadzieścia trzy minuty przed kolacją wigilijną.
Serio.
Dokładnie policzyłam - dwadzieścia trzy minuty i piętnaście sekund...
Wszystkie damy były zachwycone otrzymanymi prezentami, Babcia puchła z dumy i wybaczyła mi, że nie pomagałam jej w kuchni, a ja marzyłam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka i spać ;) Co też dość szybko uczyniłam i do życia wróciłam dopiero po tygodniu. Od rękodzieła musiałam odpocząć, bo ręce bolały niemiłosiernie, poza tym, wbrew pozorom i obiegowej opinii, ja dalej studiuję wschodoznawstwo ;) A studia mają to do siebie, że łączą się z takim nieprzyjemnym okresem w życiu studenta jak sesja. Cały grudzień podporządkowałam rękodziełu, więc nauki nawet nie ruszyłam (chociaż na zajęcia grzecznie dreptałam), toteż jak tylko ozdrowiałam, zabrałam się za uzupełnianie zaległości i przygotowywanie się do sesji zimowej ;)
Choróbsko, zmęczenie i studia zrobiły swoje. Nie miałam czasu ani, przyznaję ze skruchą, siły, żeby wejść na bloga i skrobnąć post albo przejrzeć Wasze posty. Musicie mi to wybaczyć :( Nie zdążyłam nawet obfotografować ostatnich trzech prezentów, jakie wykonałam, a co mnie bardzo gryzie, bo wśród nich znajduje się pierwsze zadanie z kursu chainmaille, tworzonego przez cudowną Agatę-Czarownicę. Na szczęście, moja nieoceniona Mamuchna nawiedzi mnie w przyszłym tygodniu i ufam, że zdążę do 15.01 wrzucić wisiorek ;) Nie zdążyłam za to zrobić nic na Oswajanie Frywolitki Justyny i Reni, co mnie prywatnie doprowadza do szału, bo to kolejny miesiąc, kiedy dałam ciała! Postanowienie noworoczne już mam - zdążyć w styczniu wysupłać serduszko na kolejne zadanie. Trzymajcie kciuki ;)
Część prezentów świątecznych już zdążyłam Wam przedstawić, chociaż Wy o tym nie wiecie ;) Chodzi o broszki Autumn Rain i Frosty the Snowman oraz o kolczyki Midnite Queen. Ponieważ obfotografowane mam tylko twory z techniki haftu koralikowego, a tego było ostatnio sporo na blogu, postanowiłam przedstawić Wam tym razem dwa proste, ale efektowne sznury koralikowe, bransoletki, które czekają na swoją prezentację już od kilku miesięcy. Nie dajmy im dłużej czekać ;)

CARMEL & LIME

bransoletki, crochet rope, ukośnik, handmade, rękodzieło, biżuteria

Moja miłość do cieniowanych nici jest już powszechnie znana, więc nie ma się co nad nią rozwodzić ;) W czasie kolejnych zakupów w jednym ze sklepów internetowych - ponieważ mam galopującą sklerozę, nie pamiętam w którym - wrzuciłam do koszyka dwa bliźniacze kordonki o pięknych kolorach zieleni i brązu. Właściwie, zgodnie z nazwą były to kolory limonkowy i karmelowy ;) 
Miałam dość trudnych sekwencji koralikowych, chwilowo nie miałam igły do frywolitki (bom ją radośnie złamała w czasie frywolitkowania), a strasznie chciałam wypróbować kordonki, więc nawlekłam przeźroczyste TOHO Round 11/0 Transparent Crystal i wydziergałam bransoletki w sekwencji na 8k w rzędzie. 

Pierwsza była zielona...


Właściwie, to druga była zielona ;) Pierwszą wersję zielonej bransoletki zrobiłam jako zwykły sznur koralikowy, ale nie podobała mi się zupełnie, była mało plastyczna i nie układała się ładnie na ręce. Co prawda, właścicielka, moja kochana współlokatorka vel Rudzielec, twierdziła, że jej to nie przeszkadza, ale mojemu choremu perfekcjonizmowi przeszkadzało, więc rozprułam i zrobiłam od nowa ;) 


Kolor zielony kojarzy mi się z koniczynką, więc nie mogło się obyć bez takiej zawieszki. No i serduszko z napisem "made for you". Zapięcie miało być zupełnie inne, ale tak mnie ten liść zauroczył, ze postanowiłam właśnie jego wykorzystać. 

Prawda, że ten kolor jest piękny? 


Druga bransoletka, karmelowa, pomyślana była jako mini-komplet i przeciwwaga do zielonej. Zależało mi na tym, żeby miała takie same końcówki, ale w złocie, i była tej samej grubości. Zamysł był taki, że ta zielona reprezentuje wiosnę, a ta karmelowa - jesień.


Fakt, że w "wiosennej" jest liść jako zapięcie, a w "jesiennej" kwiatek jest zupełnie przypadkowy i wynika po prostu z braku odpowiednich końcówek, które czas chyba uzupełnić ;)

Nad tym kolorem też wpadam w zachwyt!

Gratulacje! Właśnie dobiegł końca najdłuższy post w historii bloga ;) 
Wszystkim, którzy dobrnęli właśnie tutaj, dziękuję za poświęcony czas i obiecuję, że więcej takich długaśnych postów nie będzie. Chyba, że znowu nadejdzie takie szaleństwo jak w Święta (oby nie...)
Zmykam się uczyć, bo sesja coraz bliżej. 
Obiecuję, że wszelkie zaległości na blogach każdej z Was nadrobię - prędzej czy później, ale nadrobię, macie moje słowo :) 

W nowym, 2016 roku życzę wszystkim dużo ciepła, miłości i zdrowia - bo jak w życiu jest zdrowie i miłość, to wszystko się jakoś ułoży. Nie zapominajmy także o rękodziełu, więc dorzucam jeszcze życzenia nowych, cudownych tworów rękodzielniczych i tego, żeby pasja do działalności handmade nigdy w żadnej z nas nie zgasła i zawsze przynosiła tyle samo - albo i więcej - radości i zadowolenia :) 

14 komentarzy:

  1. Ale miałaś przygody ;)
    A bransy fajne, proste i pewnie do wszystkiego pasujące, takie są najfajniejsze!
    Wszystkiego dobrego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście, przygody już za mną ;)
      Dziękuję za życzenia! :)

      Usuń
  2. Obie cudne, choć zielona bliższa mojemu sercu. Życzę samych sukcesów w Nowym Roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielona też moje serce skradła, ale to chyba ta włóczka ;) Dziękuję pięknie.

      Usuń
  3. Końcówka roku rzeczywiście ciężka :/ podziwiam ambicję, ja bym się tak nie poświęcała ;D
    Powodzenia w sesji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję, co by nie zapeszyć! ;) 9 lutego wracam do pełnego koralikowania i się doczekać nie mogę ;)

      Usuń
  4. Tekstu sporo, a ja akurat mieszam w garach i nie dam rady przeczytać w całości. Sorry. Śliczne bransoletki. U mnie cieniowane kordonki czekają na swoją kolej. Z zapięciami czy innymi elementami niestety tak jest, że akurat gdy potrzeba dwóch identycznych, np. do kompletu to akurat nie ma, albo są w różnych kolorach, a często w sklepach złośliwie też zabrakło. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, czas nas wszystkich goni ;) Tym bardziej dziękuję, że zajrzałaś i skomentowałaś :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Uwielbiam Cię czytać! Serio serio :)))
    Śliczne bransy, powodzenia na sesji życzę i ogólnie wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. To chyba najmilszy komplement jaki usłyszałam :)))
      Za życzenia co do sesji nie dziękuję, żeby nie zapeszyć, a za pozostałe wielkie Ci dzięki ;)

      Usuń
  6. musisz zdecydowanie popracować nad długością postów ;) nie te czasy ;p teraz trzeba się streszczać, krótko i na temat :) i tak na złość ja się teraz rozpiszę. Otóż nie wiem dlaczego to tak, ale ostatnio się u mnie na blogu, ani na fb nie odhaczyłaś :) jest mi z tego powodu niezmiernie przykro i spać po nocach nie mogłam ;p (żartuję oczywiście) Bransoletki są świetne, właściwie ja i szydełko się nie przyjaźnimy, ale jak te cieniowania zobaczyłam to żałuję, że nie potrafię tego robić ;p ale to dobrze przecież nie można być świetnym we wszystkim ;) nie będę Ci robić konkurencji ;p Co do świątecznych przeżyć, cóż taki urok świąt ;) ja sama miałam przygodę. W tym roku jechałam z moim chłopakiem do jego rodziny (on był u mnie w zeszłe święta więc wypadało) Pierwsze święta bożonarodzeniowe u jego rodziny. Ja robiłam prezenty dla dam, on dla facetów. Pań było 7 i kupiłam po jakiejś pierdole i rzecz jasna zrobiłam coś sama ;) dokładnie były to proste sutaszowe bransoletki w podstawowych zestawieniach kolorystycznych i do tego porobiłam małe szare skarpetki w urocze serduszka ozdobiłam czerwonymi kokardkami i wsadziłam do środka czekoladowe mikołajki. Wszystko pięknie zapakowała w szary papier, który ostęplowałam zielonymi choinkami, poprzyklejałam parę cekinków i zawiązałam wstążeczkami. Dla przyszłej teściowej obowiązkowo musiałam zrobić coś dużego czyli cały zestaw: kolia, kolczyki, bransoletka i pierścionek (tak ona to wszystko nosi na raz;p tak więc jej prezent był bogaty. W każdym razie siedziałam do późna popakowałam to wszystko, a rano mieliśmy pociąg 300 km do pokonania przesiadka w Poznaniu :) spakowałam swoje prezenty w taką dużą torebkę świąteczną i pomaszerowaliśmy rano na stację. Pociąg podjechał wsiedliśmy wygodnie się rozsiadam i nagle mówię "a gdzie są prezenty" w sumie pytam ;p wyobraź sobie, że zostawiła te prezenty na stacji, na takim murku obok wejścia z tunelu.. myślałam, że się popłaczę. Chwyciłam za telefon i dzwoniłam do wszystkich po kolei. Dziadek dotarł na dworzec pierwszy ;p na szczęście nikt nie zdążył torebki zabrać ;) mama wysłała mi kurierem tego samego dnia i w wigilię prezenty dotarły na miejsce ;) wszystko skończyło się dobrze i byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa. Przyszła teściowa by mnie chyba do domu nie wpuściła bez biżuterii ;p Jesteś jedyną osobą z internetów, która poznała tą historię ;p postaram się więcej tak długich komentarzy nie pisać ;p Wszystkiego dobrego w Nowym Roku niech wena zawsze będzie z Tobą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, wiem, zaległości u Ciebie mam, słońce, jak u całej reszty blogosfery, ale staram się jak mogę. Kajam się i proszę o wybaczenie ;)
      Ha, ale Ci się porobiło. Sytuacja była zaiste podbramkowa i dzięki bogom rękodzielniczym, że się wszystko odnalazło i teściowa pewnie jest zadowolona ;) Moje poświęcenie przy Twoim to pikuś, bo mnie tylko babcia oceniała, a nie teściowa, hi ;)
      Trzymaj się cieplutko w Nowym Roku i niech moc biżuteryjna będzie z Tobą ;) :*

      Usuń
    2. Wybaczam tym razem ;) teściowa to chyba mnie teraz kocha bardziej niż swojego syna :p ma się ten urok ;)

      Usuń
  7. Bransoletki urocze. Taką miodową to ja popełniłam. I w sumie to najbardziej podobają mi się takie subtelne cieniowane.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Panna Kajka dzierga , Blogger