BUBBLEGUM - WYMIANKA Z "NIE Z CHIN" (CZ. 2)

BUBBLEGUM - WYMIANKA Z "NIE Z CHIN" (CZ. 2)

Ostatnie tygodnie nie są dla mnie łaskawe pod względem koralikowym. Jakaś taka niechęć i zmęczenie mnie dopadło, kompletnie nie miałam sił na nic, a na koraliki, niestety, weny brak było. Wyjątkowo nie będzie w tym roku żadnego wpisu ze świątecznym rękodziełem, ale, na upartego, pod świąteczne posty można podciągnąć poniższy wisior. Wykonany na wspomnianą wymiankę z Agnieszką prowadzącą bloga NIE Z CHIN, ma być jednym z prezentów pod choinkę dla kogoś bliskiego. Mam nadzieję, że niespodzianki nie "spalę" ;) 

BUBBLEGUM

biżuteria, toho, koraliki, beaded ball, chwost

FANGORN - WYMIANKA Z "NIE Z CHIN" (CZ. 1)

FANGORN - WYMIANKA Z "NIE Z CHIN" (CZ. 1)

Mikołajki sa idealnym dniem na pochwalenie się bardzo udaną wymianką z Agnieszką prowadzącą bloga NIE Z CHIN. Na tę wymiankę umawiałyśmy się już bardzo, bardzo dawno temu, jeszcze dłużej nam zeszło przygotowywanie paczuch, ale w końcu się udało. Chociaż radosna wymiana nastąpiła już ponad miesiąc temu, dopiero teraz zebrałam się na napisanie posta - mój błąd, ale przyznać muszę, że aura jesienna nie wpływa dobrze na moje samopoczucie i na moje zdrowie. Ciągle jestem w dołku energetycznym, ech... 
W każdym razie, przedstawiam Wam pierwszą z biżuterii jaką zrobiłam dla Agnieszki. Podobny już widzieliście w poście MIRKWOOD, nic więc dziwnego, że przyszedł czas na Fangorn... 
(PS
Poprzedni post był króciutki, ten nadrabia długością, więc radzę mieć pod ręką herbatę i chwilę czasu ;) )

FANGORN

koraliki, rękodzieło, toho, wisior, kolczyki, brick stitch, beaded balls

NUTS

NUTS

Dzień dobry!
Dzisiaj szybciutko, bo i zdjęć jakoś mało wyszło ;) Beaded ballsy tak się spodobały wszystkim wokół, że moja siostra zażyczyła sobie kolejną parę. Wybrała kolor koralików, zawieszki, a mnie pozostało tylko wyplecenie kulki i zmontowanie całości. I tak moja siostra przygarnęła dwie... wiewiórki :)

NUTS

beaded ball, kolczyki, peyote, rękodzieło, handmade, biżuteria

ROMANCE

ROMANCE

Uwielbiam, gdy prosi się mnie o zrobienie czegoś "na prezent". Sama nie wiem, dlaczego, ale lubię robić drobiazgi dla osób kompletnie mi nieznanych, lubię ten dreszczyk, te wątpliwości - spodoba się, czy też nie ;) Ostatnio zostałam poproszona o zrobienie prezentu dla dziewczyny, która zmienia pracę i przenosi się do firmy, gdzie obowiązuje bardzo surowy dress code. Tym razem nie było możliwości, abym poszalała z kolorami i wielkością, musiało być skromnie, ale gustownie ;) 

ROMANCE

BALL GOWN

BALL GOWN

Cześć, mili moi!
Zaproszona byłam na ślub mojej bliskiej kuzynki. Wbrew stereotypom dotyczącym kobiet, nie pobiegłam od razy po nową sukienkę i buty, a stare ciuchy postanowiłam ożywić nowym kompletem biżuterii. Z całkiem sporą, jak na mnie, ilością błysku ;)

BALL GOWN

NOSFERATU

NOSFERATU

Dobry wieczorek!
Dawno mnie tu nie było, co nie znaczy, że nic nie robiłam ;) O konkursie organizowanym przez sklep Korallo dowiedziałam się niemal w ostatniej chwili i od razu zabrałam się do dzieła. Temat "Magia srebrnego ekranu", w którym należało inspirować się gwiazdami czarno-białego kina bardzo przypadł mi do gustu, ale postanowiłam go "ugryźć" w nieco inny sposób, co też widać na pierwszy rzut oka ;)

NOSFERATU

Gotycko-romantyczny wisior wykonany techniką haftu koralikowego.

Uwielbiam stare kino, skrycie podkochuję się w Humphreyu Bogarcie, a "Gildę" z Ritą Hayworth oglądałam chyba z milion razy. Jednak, stworzenie eleganckiej biżuterii prosto na czerwony dywan wydawało mi się trochę zbyt łatwe. Postanowiłam trochę podkręcić trudność i ze swoją inspiracją sięgnąć do starych, niemych filmów, do horrorów i filmów grozy, które nas nie zawsze napawają strachem, ale przed laty były nawet przyczyną niejednego skandalu. Stąd w mojej pracy kamea z elegancką damą-szkieletem, która długo musiała czekać na swoją kolej w odmętach moich pudełek ;) Nie ma nic bardziej oczywistego w temacie grozy niż szkielet, prawda? 


Przy wykonywaniu pracy wolno nam było używać tylko koralików białych, czarnych, odcieni szarości oraz kryształków w kolorze crystal. Ponieważ nigdy nie robiłam niczego wyłącznie w szarościach, postanowiłam tylko na tym się skupić. 
By owej kościstej damie przydać odpowiedniego blasku, otoczyłam ją taśmą cyrkoniową, oddzielając przy tym jasno-szare koraliki od ich ciemniejszych braci - a konkretnie, są to koraliki TOHO Round 11/0 Opaque Grey oraz Matte-Color Opaque Grey. Białe koraliki blisko kamei to Nih Beads 12/0 Opaque Frosted White. Półprzejrzyste, szare koraliki, które otaczają tylko część z kameą to TOHO Round 11/0 Trans-Lustered Black Diamond.


Ozdobą filmów grozy w latach 20. i 30. zawsze była piękna, uwodzicielska kobieta, istna femme fatale, a nie ma przecież nic tak kobiecego jak róże - w moim wypadku biała róża, symbol romantyzmu i niewinności, tak w opozycji do "strasznej" kamei. Blasku dalej dodają wrzecionowate kryształki Rhinnes, które skutecznie "udają" płatki róży. By podkreślić blask, dodałam koraliki TOHO Round 15/0 Transparent Crystal. Nie mogło zabraknąć szklanych perełek, które dopełniły całości i podkreśliły temat; w końcu, perły w czasach międzywojennych były niezwykle popularne. 


Blasku nigdy za wiele, szczególnie na czerwonym dywanie. Całość wieńczy spora kropla kryształu Swarovsky, nie przyszyta koralikami, a dodana poprzez srebrną krawatkę. W końcu, musi być elegancko, czyż nie? ;) 
Cały wisior ma 12 cm długości. 


Jestem bardzo dumna z tego jak wyszła mi strona zadnia (przez moją uroczą rudą współlokatorkę nazwana "rybką"). Szewki są równe, obyło się bez prucia, co mnie bardzo cieszy, bo takiego kształtu pracy jeszcze w swojej karierze nie przerabiałam i trochę się go obawiałam ;) Przy czym specjalnie szyłam szwy białą nicią, żeby podkreślić kontrasty i dodać trochę bieli. Tył podszyty jest grubą ekoskórką przetkaną srebrną nicią. 


Ogromnie się starałam, aby oddać błysk kryształków i koralików, ale aparat nie chciał za bardzo współpracować, stąd udało mi się jeszcze "strzelić" takie wiszące zdjęcie. Uwierzcie mi, jest to w świetle słonecznym ;)


Na koniec zdjęcie poglądowe na Czarnej Damie. Wisiorek zawieszony jest na jasnoszarej wstążce, która, jak widać na pierwszym zdjęciu, zakończona jest zawieszką-różą. 

NOSFERATU

Miałam bardzo dużo zabawy szyjąc ten wisiorek i jestem z niego naprawdę dumna. Zrobiłam coś innego niż zwykle, nieco trudniejszego, widzę też, jak się rozwinęłam i jakich umiejętności nabyłam. Jeszcze wiele przede mną, ale trzeba się cieszyć z każdego kroku do przodu ;)
Jeśli i Wam przypadła do gustu moja interpretacja magicznych lat czarno-białego kina, to ogromnie się ucieszę, jeśli zechcecie kliknąć w obrazek powyżej i dać swojego "lajka", bowiem w konkursie przewidziana jest także nagroda publiczności. Konkurencja jest naprawdę ostra i raczej nie mam szans na nagrodę, ale i tak nikt mi nie odbierze radości i satysfakcji z tej pracy, która już znalazła się w rękach mojej siostry :)

A tak swoją drogą, niedługo stukną mi dwa latka mojej internetowej obecności, najpierw facebookowej potem blogowej. 
Może jakieś candy albo łapanie licznika? 
Co Wy na to? ;) 
Są chętni? 
SAFARI

SAFARI

Dobry wieczór wszystkim nocnym markom!
Zabierałam się za zdjęcia ostatnio jak sójka za morze i w końcu wybrałam ostatni możliwy dzień - mianowicie dzisiaj, kiedy na dodatek pogoda była okropna i wcale nie "fotogeniczna". Czemu mówię, że ostatni? Bo po wielu przymiarkach i zamiarach, w końcu wyplotłam coś na "Cykliczne Kolorki" u Danusi, których to wrześniowa edycja kończy się dzisiaj, więc czasu było mało. Lubię takie zabawy, szczególnie, gdy nie mam pomysłu, a mam chcenie na rękodzieło ;) Czemu dopiero teraz przyłączyłam się do zabawy? Nie mam bladego pojęcia i mnie o to nie pytajcie...

SAFARI


Przyznam od razu, z góry założyłam, że nie zdążę. Pół września szyłam swój komplet biżuteryjny na wesele kuzynki, potem robiłam "inwentaryzację" we własnym życiu, ale w poniedziałek... czy wtorek, mniejsza z tym, doszłam do wniosku, że coś wyplotę. Zamarzyła mi się płaska bransoletka z koralików, z końcówkami ze skóry i mnóstwem drobnych szlufek na wiązane zapięcie. Cóż, nie wszystko wyszło tak, jak planowałam ;) 


Z peyotem poznałam się jeszcze zanim się dowiedziałam, że ten ścieg nosi taką, a nie inną nazwę ;) Nigdy jeszcze nie plotłam z niego żadnej bransoletki, więc złapałam za koraliki, za książkę (niedawne wydanie specjalne Magazynu Beading "Ścieg peyote") i postanowiłam wykorzystać wzór, który od dawna leży na moim dysku. Próbowałam znaleźć jego autora, niestety wszystkie poszukiwania doprowadziły mnie tylko na stronę pinterest. (Jeśli ktokolwiek wie, kto stworzył ten wzór, niech mnie oświeci, zaraz autora dopiszę ;) )


To moja pierwsza bransoletka peyote'owa, więc ma pewne swoje niedoskonałości, ale i tak ją lubię ;) Wykonałam ją z koralików TOHO Round 11/0 w kolorach: Opaque Jet, Silver-Lined Med Topaz i Smoky Topaz. 
Bransoletka wydaje się dość krótka, ale to dlatego, że jest całkiem szeroka. Szerokość to 5 cm, a długość (bez sznurowania) 16 cm. 


Zakończenie to temat na oddzielną notkę. To, co sobie wymyśliłam, okazało się być szalenie trudne do wykonania. Żaden klej nie chciał trzymać, skórka się rozrywała, słowem - była katastrofa. Musiałam swoje plany zmienić i ograniczyć się do dwóch szlufek oraz do sznurka sutaszowego, który dostałam kiedyś jako gratis (teraz już wiem po co!!) - docelowo zaplatać się będzie na czarną wstążkę, ale czasu na zakupy mi brakło ;) Żeby wszystko jakoś się trzymało i wyglądało, dodatkowo boki ekoskórki obszyłam czarną nicią, co w sumie wyszło chyba całkiem ciekawie. 


A jeśli chodzi o cętki... Lubię ten motyw, ale ograniczam się do podziwiania go na wszelkich kotowatych oraz na moim portfelu i to jest chyba jedyny cętkowany element mojej garderoby. Wybrałam go jednak przez wzgląd na wielkość i funkcjonalność, a nie urodę ;) Cętki to nie jest łatwy motyw w rękodziele i cieszę się, że coś mi jednak wyszło :) 

Cieszę się, że w końcu wzięłam się do roboty i dołączyłam do tej zabawy. 
Mam nadzieję, że moja praca zalicza regulamin i że wszystko dodałam tak, jak należy ;) 
Ściskam mocno i ciepło! (nie wiem, jak u Was, ale w Poznaniu wieje złem, brrr...)
GOLDIE

GOLDIE

Dzień dobry!
Kiedy noga jeszcze bolała i trzeba było się w łóżku wylegiwać, zabrałam się za wiosenne porządki na komputerze. Jak każda zorganizowana kobieta, mam tu istny kosmos i bałagan, w którym tylko ja potrafię się odnaleźć... a tak mi się przynajmniej wydawało. Okazało się, że gdzieś w odmętach dysku znalazłam zdjęcia bransoletki wykonanej daaaawno temu. Byłam przekonana, że zdjęcia przepadły, a tu taka niespodzianka, więc należy się nią pochwalić światu ;) Szczególnie, że bransoletkę zrobiłam dla mojej najstarszej siostry, Majki.

GOLDIE

bransoletka, sznur szydełkowo-koralikowy, crochet rope, rękodzieło, handmade, biżuteria

Miały być złoto, czerwień i czerń, a całokształt wykonania został zostawiony mnie. Lubię takie zadania, lubię mieć wolną rękę, bo wtedy można puścić wodze fantazji ;) Tutaj co prawda nie było za wiele do kombinowania, ale efekt wyszedł naprawdę elegancki i jestem z niego zadowolona. Chociaż samą bransoletkę robiłam w biegu i pamiętam, jak zdjęcia robiłam "na szybko" o szóstej rano...


Wzór najprostszy na świecie, ale sama wiem, jak takie proste wzory bywają dla początkujących trudne, więc i ten sznurek wylądował w zakładce WZORY. Koraliki użyte do wykonania bransoletki to TOHO Round 11/0 Opaque Jet i Silver-Lined Garnet. Złote koraliki to łatwe do kupienia w Empiku koraliki marki Euroclass. Wiem, wiem, to najniższa z możliwych półek, aż wstyd ich używać, ale raz - wtedy akurat innych nie miałam pod ręką, dwa, wbrew pozorom są całkiem równe i miło się z nimi współpracuje. Wstydu chyba nie ma, co nie? ;) 
W zakładce WZORY podałam, żeby używać TOHO Round 11/0 i 8/0, ale równie dobrze będą wyglądały 15/0 i 11/0, ale to już dla wytrwałych, tych, o sokolim wzroku ;) 


Bransoletkę wykonałam na miarę siostrzanego nadgarstka, ale, tak dla pewności, dodałam przedłużkę i ozdobiłam ją złotym serduszkiem. Wszystkie złote elementy nie różnią się aż tak odcieniem w rzeczywistości, ale mój aparat po prostu nie kocha tych przedłużek... 

Jak Wam się podoba takie złotko? 
Mnie bardzo, wzór, chociaż prosty, jest bardzo wdzięczny. 
Wiadomo, w prostocie siła! ;) 
TROPICANA

TROPICANA

Cześć, kochani!
Jeśli chodzi o moje prace, to jestem do bólu krytyczna. Gdy innym moje prace się podobają, ja zawsze widzę, że coś jest nie tak, że mogło być lepiej, dokładniej, równiej... Rzadko kiedy jestem w stu procentach zadowolona i chyba nigdy nie będę - ot, perfekcjonizm ;) Kolczyki, które dzisiaj Wam przedstawiam, są bardzo blisko wymarzonych 100 % jakości. Szalenie żałuję, że nie zostały ze mną, a popędziły jako prezent urodzinowy ;)

TROPICANA


Kiedy nie mam pomysłu, a mam "chcenie", zwykle pytam współlokatorki, czy ktoś w pracy nie ma urodzin, imienin, wszystko jedno ;) Ona podpytuje o kolory, ja mam już jakieś zawężone pole wyboru i łatwiej przezwyciężyć tzw. "przekleństwo urodzaju" (znacie to uczucie, gdy wyciągacie kaboszony i koraliki i najchętniej zaczęłybyście wszystko na raz?). Rudzielec dostaje prezent do wręczenia, a ja mogę się wykazać i wszyscy są szczęśliwi :) 


Tym razem jednym z kolorów, jakie miałam podane, był czerwony. Od razu wiedziałam, że złapię za piękne, tętniące życiem kaboszony brokatowe (jeśli kogoś ciekawi, zakupione tutaj - Passion Room - polecam ten sklep, można znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy ;) ). Kaboszony były tanie, zakupiłam ich całe mnóstwo w wielu kolorach i ogromnie żałuję, że aparat nie jest w stanie pokazać, jak pięknie się mienią. Jakby żyły własnym życiem zaklętym w szkiełku :) 

kolczyki, haft koralikowy, biżuteria, handmade, rękodzieło

Początkowo planowałam postawić na elegancję, czyli czerwień połączyć z czernią, ale potem usłyszałam, że dziewczyna, dla której robię prezent, chwilowo przebywa na wakacjach w ognistej Hiszpanii. Pomyślałam o piasku, plaży, morzu, zachodzącym słońcu... I kolory same się nawinęły! 


Piękny kaboszon obszyłam koralikami TOHO Round: 11/0 i 15/0 Permanent Finish - Galvanized Aluminum oraz 8/0 Permanent Finish - Matte Galvanized Aluminum. Te ostatnie przypominały mi białe piaski na plaży. Nie wiem, czy takie widziała Magda, ale w mojej wyobraźni piasek na hiszpańskiej plaży miał taki kolor :) 
Mamy zachodzące słońce, mamy niemal biały piasek... Brakowało jeszcze morza. Tutaj jego funkcję "pełnią" 4mm kuleczki fasetowanego howlitu. Kolory idealnie się zgrały, mówiąc nieskromnie ;)


Jak wakacje, to chwosty :) Do żadnej innej pory roku chwosty tak idealnie nie pasują! Kolczyki miały nabrać lekkości, więc idealnie pasowały tutaj długie, turkusowe chwosty, zaplecione w czapeczki wg tutorialu z bloga Royal Stone. Łącznikiem między chwostem a kolczykiem są koraliki Fire Polish 4 mm Siam Ruby.  
Całość ma 10 cm i mile łechce szyję ;)
Czas mnie gonił, a sklerozę mam galopującą i zapomniałam zrobić zdjęcia strony "zadniej". Podszyłam je ekoskórką w kolorze niemal identycznym jak TR Permanent Finish - Matte Galvanized Aluminum i musicie mi wierzyć na słowo, że szewki były piękne i równe, nie jak ostatnio, przy folkowej broszce ;) 

Lubię sprawiać innym radość, a wiem z wiarygodnego źródła, że kolczyki się szalenie podobały :) 
Ja również jestem zadowolona i myślę, że taki wzór jeszcze nie raz wykorzystam.
Może nawet zaraz? Któż to wie ;)

PS
Kolczyki promują akcję Blogowe podróże - lato 2016
FOLK SNOWFLAKE

FOLK SNOWFLAKE

Witam, witam!
Ponad dwa miesiące bez haftu koralikowego to wystarczający "odwyk". Najzwyczajniej w świecie nie było czasu, żeby rozłożyć się na biurku z całym tym bajzlem, a potem słodkie lenistwo wzięło górę ;) Kiedy w końcu i czas, i chęci się znalazły, pojawił się problem. Niby szyło mi się dobrze, niby plan wykonany, ale jakoś broszka, jaka powstała, mojego serca nie skradła, chociaż podoba się wszystkim wokół. Może Wy coś poradzicie, co mam zrobić z tym maleństwem? ;)

FOLK SNOWFLAKE

haft koralikowy, broszka, handmade, rękodzieło, biżuteria

MIRKWOOD

MIRKWOOD

Dzień dobry!
Lipiec mnie rozleniwił... Znaczy, nie rozleniwił w sensie rękodzielniczym, bo się sporo naszyłam, ale rozleniwił pod względem blogowym. Po prostu mi się nie chce, nie muszę, a na myśl, o obrabianiu zdjęć, włosy mi stają dęba ;) Widzę, że wiele z nas się tak rozleniwiło...
Ale koniec tego dobrego, dość zastoju na blogu, czas się pochwalić, co tam spod moich rąk wyszło ;) Na początek wisior, który powstawał, gdy po raz-nie-wiem-który oglądałam jeden z moich ulubionych filmów - trylogię Władca Pierścieni. Stąd też jego nazwa. 

MIRKWOOD

wisior, brick stitch, rękodzieło, biżuteria, handmade

Na początku swej przygody z rękodziełem miałam, i mam dalej, niezwykłą zdolność wrzucania do koszyka w sklepie internetowym rzeczy nieprzemyślanych, rzeczy, które wpadły mi w oko, ale które w ogóle mi się nie przydadzą. Takim przypadkiem była też duża zawieszka z drzewem, którą zakupiłam w liczbie sztuk dwóch. Nie spojrzałam na wymiary i byłam przekonana, że nadadzą się do kolczyków... No cóż, kolejna pomyłka ;) 
Długo zastanawiałam się, co z nim zrobić, aż w końcu złapałam nić i zaczęłam się bawić. I wyszedł z tego całkiem zgrabny wisior.


Centrum stanowi oczywiście zawieszka obszyta najzwyklejszym brick stitchem i wykończona pikotkami. Już w trakcie pracy doszłam do wniosku, że czegoś tutaj brakuje. Plan zakładał chwost w kolorze brązowym, ale brąz okazał się być czernią, a to już nie pasowało.  
Udałam się na poszukiwania pomysłu w odmętach moich rękodzielniczych pudełek i wykorzystałam listek będący tak naprawdę częścią zapięcia typu toggle. Żeby pasował, obszyłam go także brick stitchem. Szwy, tak paskudnie widoczne na zdjęciach, są w rzeczywistości niemal niewidoczne ;)  


Do wykonania całości użyłam koralików TOHO Round w dwóch rozmiarach i kolorach: 15/0 Permanent Finish Galvanized Mint Green oraz 11/0 Dark Bronze. Dodatkowo, dwie 4 mm. kuleczki zielonego agatu brazylijskiego, jedna jako łącznik dwóch części, druga przy zapięciu. 
Cały wisiorek ma 11 cm długości. 


Całość zawiesiłam na długiej wstążce, którą wkleiłam w metalowe końcówki. Kolor wstążki w rzeczywistości odpowiada kolorowi kuleczek agatu, ale paskudna bestia, jaką jest mój aparat, lubi przekłamywać. Dodałam sporą przedłużkę, a na jej końcu wspomniany agat i zawieszkę-łanię, która pasuje klimatem do całości ;) 
Wisior już powędrował w odpowiednie ręce i mam nadzieję, że nowa właścicielka się nim cieszy :) 

Dziękuję wszystkim, którzy mimo mojego lenistwa i zastoju na blogu, dalej tutaj zaglądają.
Obiecuję kopnąć się w odwłok i szybciej opublikować kolejny post ;) 
Trzymajcie się ciepło i odpoczywajcie!
SWEET PEAS

SWEET PEAS

Witajcie!
Jest kilka... dziesiąt różnych tutoriali i wzorów, które planuję wypróbować, ale ciągle albo czasu brak, albo materiałów, albo chęci. Na ten groszkowy tutorial od Weraph czaiłam się od momentu, jak tylko się pojawił, ale, jak wszystko w moim handmade'owym życiu, i ten plan musiał swoje odleżeć ;) W końcu zabrałam się za groszki grzechu warte i wyplotłam trzy pary, które z miłą chęcią Wam przedstawiam. 

SWEET PEAS

rivoli, kolczyki, beading, handmade, rękodzieło, biżuteria

BLINK-BLINK

BLINK-BLINK

Czółko!
Zwykle nie idę z duchem czasu i nie trzymam się tego co modne, a tego, co klasyczne, eleganckie i wygodne ;) Bransoletki z siatki jubilerskiej były tak popularne, że zapierałam się rękami i nogami, obiecałam sobie, że nigdy ich nie zrobię, bo co to za rękodzieło, trochę kleju, kryształki i siatka? W końcu jednak skapitulowałam i wykorzystałam przerwę między egzaminami, aby stworzyć cztery takie ślicznotki. 

BLINK-BLINK

siatka jubilerska, bransoletka, biżuteria, handmade, rękodzieło

SPOTTED PYTHON

SPOTTED PYTHON

Witam!
Wybaczcie, że tyle mnie nie było, ale sesja bywa bezlitosna. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali kciuki za moje egzaminy :) Jeszcze jeden mnie czeka, ale to we wrześniu, a teraz wszystko zdane i mogę się zająć nowymi projektami. Dzisiaj jednak przedstawiam jeszcze jeden ze "starych". Nowe będzie się na blogu przeplatało ze starym, bo czeka mnie pewna życiowa rewolucja ;) 
Ale, do rzeczy!
Ten wzór chodził za mną od dawien dawna, ale jakoś nie było okazji ;) Planowałam go jako jeden z prezentów na poprzednie Boże Narodzenie, ale czas mnie zagonił, więc włóczka z nawiniętymi koralikami po prostu czekała na swoją kolej i nabierała mocy urzędowej. W końcu się udało - wszyscy mają węża, mam i ja ;)

SPOTTED PYTHON

ukośnik, bransoletka, handmade, rękodzieło, biżuteria

BEARY

BEARY

Cześć!
Kulkowe zakładki z poprzedniego posta najwyraźniej nie przypadły do gustu wszystkim, więc wracam do starych, dobrych sznurów koralikowych ;) Lubię wyzwania i lubię recykling biżuteryjny. Czasem nie trzeba wyrzucać starych kolczyków, można im przecież dać nowe życie, co nie? ;) 
Wracając do tematu... pracę z gatunku "recykling" zafundowała mi ostatnio Gosia, przychodząc z prośbą od swojej przyjaciółki, by do zawieszki dorobić pasującą bransoletkę. Nic prostszego, z chęcią wydziergałam bransoletkę, a wzór tak mi się spodobał, że jako gratis dodałam kolczyki :) 

BEARY

kolczyki, bransoletka, beaded ball, sznur szydełkowo-koralikowy, crochet rope, rękodzieło, handmade, biżuteria

BEADED BOOKMARKS I

BEADED BOOKMARKS I

Witajcie, moi mili!
Kulanie kulek wciągnęło mnie bardzo (zaczynam nawet widzieć świat na okrągło), tak samo jak tworzenie zakładek. Każda książka to przyjaciel, a każdy przyjaciel zasługuje na coś pięknego, prawda? A zakładki są bardzo ładne, przyznajcie sami ;)

BEADED BOOKMARKS I

zakładka do książki, beaded ball, rękodzieło, handmade,

CHASING THE DRAGON

CHASING THE DRAGON

Witajcie, kochani!
Od kiedy zobaczyłam piękne ważkowe guziki zapragnęłam sama taki zdobyć i coś z niego wyczarować. W końcu trafił w moje ręce piękny, granatowo-złoty okaz, z którego zaplanowałam sobie okazały, dość szalony wisior. Miało być rivoli, miały być dwa kolory w trzech odcieniach, i chwost, i zawijasy, i nie wiadomo co jeszcze... Życie jednak szybko zmieniło moje plany i okazało się, że to, co sobie wyobraziłam nijak nie wygląda dobrze w rzeczywistości. W końcu zrobiłam to, co mi najlepiej wychodzi - pozwoliłam, aby igła sama mnie prowadziła i wyszedł wisior, z którego jestem dumna przeogromnie ;)
A, słówko co do nazwy - nie jest przypadkowa, bo ścigałam się z czasem szyjąc ten wcale nie mały drobiazg. W dawnych czasach ważki uważano za małe smoki (stąd "dragonfly"), a jeśli dodać jeszcze do tego tytuł jednej z moich ulubionych piosenek zespołu Epica "Chasing the Dragon", wszystko łączy się w logiczną (mam nadzieję) całość ;)

CHASING THE DRAGON

chwost, haft koralikowy, rękodzieło, wisior, handmade, biżuteria

Plan był zupełnie inny. Rozrysowałam sobie kształt wisiora, zaczęłam haftować na podkładzie, ale im więcej koralików się pojawiało, tym mniej byłam zadowolona i przekonana do efektu końcowego. To, co miało powstać nie pasowało do mnie i nie czułam, aby było "moje". W końcu nie zostało mi nic innego, jak chwycić za nożyczki. Jeszcze raz dobrałam koraliki, złapałam pokład i zaczęłam od początku, bez planu i bez specjalnych wymagań. 


Można powiedzieć, że po prostu bawiłam się koralikami, chyba, by odreagować poprzednią frustrację ;) Centrum oczywiście stanowi piękny guzik z ważką, a otaczają go TOHO Round Gold Lustered Montana Blue w rozmiarach 11/0 i 15/0 , Metallic Cosmos 11/0, Metallic Hematite 8/0 i 11/0. Nie zabrało przepięknych SuperDuo w kolorze Bronze-Crystal (bardzo lubię pracę z tymi koralikami dwudziurkowymi i chyba muszę częściej zacząć je wykorzystywać). Ciągle było mi mało, ciągle czegoś brakowało, więc sięgnęłam po zapomniane Dagger Beads, kolor Dark Bronze. Dzięki nim wisior dostał "pazura". 


Zrezygnowałam z wielu początkowych części wisiora, ale chwosta nie mogłam sobie odmówić :P Oplotłam go w "czapeczkę" ściegiem peyote wg. tutorialu z bloga Royal Stone. Idealnie tutaj wpasowały się drobniutkie kuleczki pirytu. Planowałam w wisiorze użyć Swarovskiego, no i użyłam, tylko nie rivoli, a bicone 6mm Golden Shadow. Czyli w sumie plan wykonany ;) 


Duma mnie rozpiera nie tylko dlatego, że wisior wygląda tak cudownie (żart ;) ). W czasie pracy na nim udało mi się opanować kolejny przydatny ścieg, ulepszyłam pikotki (ostatnie strony w magazynie Beading są ogromnie pomocne!), a do tego poprawiłam znacząco wygląd szewków na stronie "zadniej". Tył podszyłam satynową ekoskórką, grubszą niż zwykła ekoskórka. 


Wisior mały nie jest (zapomniałam zmierzyć, obiecuję, poprawię się!), a zawieszony na łańcuszku, sięga mniej-więcej trochę za linię biustu. Obiecuję zdjęcia na ludziu, jak ludź będzie bardziej reprezentacyjny, na razie musi Wam wystarczyć Czarna Dama, na której wisior udrapowałam, żeby się zmieścił i ładnie ułożył od zdjęcia ;) 


I jeszcze jedno zdjęcie "na prosto" ;) 

Wspominałam na początku i na instagramie, że ścigam się z czasem i już tłumaczę, dlaczego. Wisior szyłam z myślą o Wyzwaniu Szuflady, gdzie w tym miesiącu inspiracją są owady. Cudem zdążyłam, więc z tym większą radością zgłaszam swój wisior do tego wyzwania :) 


I to by było na tyle.
 Niestety, zbliża się sesja, więc przez najbliższy miesiąc na haft koralikowy czasu mieć nie będę. Na szczęście, postów mi przez ten czas nie zabraknie i będziecie mieli co czytać i oglądać ;) 
Mam nadzieję, że długi weekend minął Wam tak owocnie jak mnie! 
CHARITES

CHARITES

Witajcie koleżanki i koledzy!
Jak stare porzekadło (obecne niemal w każdym języku) głosi "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Kiedy mnie bieda dopadła i leżałam zwinięta z bólu z wywichniętym kolanem, jakieś 140 km od domu rodzinnego i maminej opieki, mogłam liczyć tylko na przyjaciół. Gdy pojechałam do domu rodzinnego, gdy okazało się, że to kolano to poważniejsza sprawa, także mogłam na nich liczyć. Kiedy poczułam się już dużo lepiej, postanowiłam jakoś się odwdzięczyć za pomoc i okazane mi wsparcie.

CHARITES

bransoletka, sznur szyełkowo-koralikowy, biżuteria, ukośnik, handmade, rękodzieło

Tak powstały "Charyty", dla trzech miłych mej duszy przyjaciółek. Każda bransoletka inna i każda dopasowana do osobowości danej pannicy ;) Szykujcie się na długaśny post!


Z Joanną, moją miłą koleżanką ze studiów, już od dawna rozmawiałam o szaro-ciemnoszarej bransoletce, ale ciągle brakowało mi czasu. Kiedy czasu miałam nadmiar, poczułam się w miłym obowiązku wziąć do dzieła i złapać za szydełko. Asieńka pomogła mi ogarnąć studenckie sprawy, więc wdzięczność moja jest ogromna ;) 


Do wydziergania bransoletki użyłam, standardowo, TOHO Round 11/0 w dwóch szarościach: Opaque Grey i Opaque-Pastel-Frosted Lt Grey. Musicie mi uwierzyć na słowo, że ten ostatni kolor to szary, a nie biały. Zdjęcia trochę rzeczywistość przekłamały ;)
Zapięcie z przedłużką (w rzeczywistości aż takiej różnicy w złocie - kolorze końcówek i zapięcia - nie ma, ale aparat lubi kłamać), z koniczynką na szczęście. Joanna jest bardzo elegancka, właściwie nosi tylko złoto, stąd taki wybór. Myślę jednak, że ładnie się to prezentuje :)


Wzór Eleny Somerton znaleziony tutaj: {KLIK} i odrobinę przeze mnie "odchudzony" (mój sznurek jest na 10k w rzędzie).
Wprawne oko dostrzeże, że "oświetleniowo" zdjęcia kolejnych bransoletek mocno się różnią.
Pierwsza wersja bransoletki dla Joasi okazała się za krótka (Asieńka podała mi złe wymiary), a, że była zapinana na zapięcie magnetyczne, nie było co ratować, tylko trzeba było zrobić od nowa ;) Pozostałe dwie bransoletki zdążyłam już "rozdać", a ta powędrowała do właścicielki trochę później, stąd różnice w oświetleniu i kolaż trzech bransoletek zamiast wspólnego zdjęcia. Ale chyba tragedii nie ma, co nie? ;)


Druga bransoletka upleciona została specjalnie dla Gosi, którą również zawaliłam studenckimi prośbami. Podpytałam kilka osób i dowiedziałam się, że Gosieńka lubi kolory zielony i szary. Ponieważ ona kojarzy mi się z trochę "rockniętą" stylistyką, pobłądziłam w tamtym kierunku. Dodałam dwie zawieszki; matrioszkę i napis "Created for you". Niepewna, jaki jest Gosiny nadgarstek, zrobiłam bransoletkę "na oko" i dodałam, dla bezpieczeństwa, przedłużkę. 


Standardowo, w ruch poszły TOHO Round 11/0: Higher-Metallic Dragonfly (przepiękna benzynka, którą chcę jeszcze nie raz wykorzystać) oraz Permanent Finish - Galvanized Aluminum. 


Wzór na 11k w rzędzie, znaleziony na CrochetBeadPaint i lekko zmodyfikowany przeze mnie. W teorii nie powinien się "skręcać", ale to chyba dlatego, że robiłam go ukośnikiem, a nie zwykłym sznurem (?). Następnym razem zmienię podejście ;) 


Ostatnia bransoletka była zrobiona tak naprawdę już baaardzo dawno, ale ciągle czekała na swoją kolej, bowiem jest częścią kompletu, który mam nadzieję w końcu zrobić ;) Kocia bransoletka mogła powędrować tylko do jednej jedynej osoby - do mojej kochanej, rudej współlokatorki vel Aleksandry, o której nie raz i nie dwa wspominałam. Była mi ogromną podporą, gdy noga najbardziej bolała, gdy przez pierwsze dni właściwie chodzenie graniczyło z cudem. Gdy przyjechałam do domu rodzinnego, ona odwiedzała mnie niemal co weekend i, żeby mi się nie nudziło, przywiozła mi całą walizkę moich koralików i innych przyborów. Za znoszenie moich jęków, przekleństw i płaczu należy się jej co najmniej medal, a już na pewno coś większego (cii...), chwilowo jednak skończyło się na bransoletce. Zrobiłam ją z myślą o Oli (kociej mamy dwóch ogoniastych urwisów), ale dopiero teraz wykończyłam. 


Kocia bransoletka udziergana została z TOHO Round 11/0: Opaque White, Opaque Jet i Opaque Pine Green - to kocie oczka. Kolor nieprzypadkowy, bo kocur Aleksandry, Lucek, jest czarny i ma zielone ślepka :) Zapięcie magnetyczne, srebrno-czarno-białe i obowiązkowa zawieszka z kotem. 


Ten popularny koci wzór stworzyła Malena

Na dzisiaj to tyle :)
Dziewczyny były zauroczone i zachwycone, a ja się cieszę, że mam takie cudowne osoby wokół siebie, 
na które zawsze mogę liczyć :) Miło, że mogłam się odwdzięczyć chociaż w taki drobny sposób. 

A teraz odrobina prywaty ;) Na blogu, jak niektórzy już dostrzegli, niewielkie zmiany. Pojawiła się zakładka WZORY, gdzie na razie umieszczam wzory sznurów szydelkowo-koralikowych. Wiem, że te początkowe są banalnie proste, ale każdy od czegoś zaczynał, a i początkującym te wzory mogą się przydać. Pamiętajcie, by mnie poinformować o Waszych dziełach i dać odnośnik do bloga ;) 
Druga mała zmiana - Panna Kajka zgłębia instagrama... Na razie wieje tam nudą i pustką, ale staram się jakoś tego cudaka ogarnąć. Chyba podołam, w końcu zdolna jestem, co nie? ;) 
Dla zainteresowanych - @pannakajkadzierga. Odpowiednia ikonka jest też na pasku bocznym bloga. 
Copyright © 2014 Panna Kajka dzierga , Blogger