STRIPES

Cześć i czołem! 
Czasami zdarza się praca, której wykonanie jest najczystszym przekleństwem i katorgą. Co ja się przy tej, niby niewinnej, bransoletce namęczyłam, to już legendy krążą. Nic, co tyczyło się tego drobnego dziełka, nie szło po mojej myśli, o nie!
Dlatego przygotujcie się na mało zdjęć, a dużo pisaniny ;)

STRIPES

bransoletka, handmade, rękodzieło, crochet bead, sznur szydełkowo-koralikowy, biżuteria, ukośnik

Zaczęło się wszystko od paczki ze sklepu, którą nieopatrznie otworzyłam przy mojej siostrze, Styśce. W paczce, prócz mnóstwa zawieszek, było kilka paczek koralików, które zamówiłam z myślą o naszyjniku dla siebie. Siostrze obiecałam bransoletkę, miała tylko wybrać sobie koraliki... No i oczywiście wybrała te, które były przeznaczone dla mnie :P Serce mam miękkie, więc najpierw zabrałam się za pracę dla Styśki, żeby dziewczynę uszczęśliwić.
Potem była kwestia wzoru. Rozrysowałam wszystko, wyszło cacy, nawlekłam dość skomplikowaną sekwencję (w czasie której nić mi pękała kilkukrotnie...), zaczęłam szydełkować... I klops. Kaszana na całego, wzór się nie zgadzał! Gdzieś popełniłam błąd, który trzeba było znaleźć i poprawić, a jedynym wyjściem było zsunięcie z nici wszystkich koralików i nawlekanie od nowa. Grrr...
Jakoś tak wyszło, że zdążyłam rozpruć robótkę, ale nie miałam czasu nawlekać koralików, bo jechałam na wakacje do domu rodzinnego, studencki Poznań zostawiając za sobą ;) Koraliki pochowałam do torebek (co ważne, z resztką każdego z koloru!) i udałam się w podróż :) 


Jak już miałam wolną chwilę, upewniłam się, że wzór jest odpowiedni i nigdzie nie ma błędu, po czym zaczęłam nawlekać koraliki. Nawlekam je, nawlekam... I chwila, coś jest nie tak. 
W pierwszej wersji, zamiast widocznego na zdjęciach koloru Opaque Oxblood był Antique Frosted Bronze. Niestety, chociaż piękny, nie jest to koralik do sznurów koralikowych :( W wyniku pocierania przy nawlekaniu i szydełkowaniu, z koralików schodzi wierzchnia warstwa, przez co zmienia się kolor, staje się mniej intensywny, a robi się bardziej "brudny".
Wściekła (bo paczka tych koralików mało nie kosztuje), znowu musiałam zacząć wszystko od nowa, z nowym kolorem i nadzieją, że teraz wszystko będzie dobrze, bo już cierpliwości mi zaczynało brakować.
Koniec końców, padło na trzy kolory, wszystkie TOHO Round 11/0: Inside-Color Rainbow Lt. Sapphire/Opaque Teal Lined, wspomniany już Oxblood oraz Silver-Lined Milky White.
Po żmudnym procesie nawlekania, przyszedł czas na najważniejsze - pojawia się ukośnik ;). Pojawił się i znienawidziłam kolejny kolor - Silver-Lined Milky White. Doskonale widać na powyższym zdjęciu, jak koraliki same z siebie "krzywią się". Chociaż wszystko robiłam jak należy, przerobione już rzędy, w których dominantą był ten właśnie kolor, są nieco nierówne - koraliki kręcą się na wszystkie strony i nie jest to wina ściegu (przy nie-ukośniku działo się dokładnie to samo), problemem nie było także napięcie nitki przy szydełkowaniu. Te koraliki są wredne, paskudne, nie chcą się słuchać i tyle :P
Już miałam rzucić w diabły tą robótkę i zrobić siostrze coś innego, ale, na szczęście, Styśka stwierdziła, że to nawet dość artystycznie wygląda i jej się podoba ;) Czasami to aż się cieszę, że chodzi do Liceum Plastycznego, ha!
Ale mnie się tylko wydawało, że to koniec moich problemów...
Przyszedł czas na wklejanie końcówek i co się okazało? Nie mam odpowiednich. W całej tej ilości półfabrykatów, w jaką się zaopatrzyłam, nie ma dwóch pasujących do tej bransoletki końcówek. W moim miasteczku żadnego sklepu z koralikami nie ma, do Poznania miałam wróci dopiero za kilka tygodni, głupio robić zamówienie w sklepie internetowym na raptem 10 zł... Wrr...
Na szczęście, od jednego ze sklepów dostałam w poprzedniej paczce miły gratis w postaci końcówek o nieznanej mi bliżej średnicy, które mniej-więcej pasują ;) Bransoletka uratowana, jupi!!


Chociaż nie było kolorów, nie było wzoru - była już wybrana zawieszka, którą Styśka osobiście sobie kupiła w Royal Stone :) Jeleń uparcie kojarzy mi się z Thranduilem z "Hobbita" i nic na to nie poradzę :P Bransoletka ma nieco "leśne" kolory, więc wszystko jak najbardziej pasuje :) 
Ale nie mogło być zbyt pięknie i uprzedzam pytania - tak, każde ze zdjęć ma nieco różną tonację. Prawie setka zdjęć zrobiona tej "paskudnej" bransoletce i tylko te trzy dawały się do publikacji, chociaż miałam problem z balansem koloru. Żaden z etapów tworzenia tejże części biżuterii nie mógł być łatwy, wszędzie były problemy :P 

Koniec końców, mimo "paru" problemów i niedociągnięć, bransoletka (o dł. 18 cm) ozdobiła w końcu siostrzany nadgarstek, a ja jestem ogromnie szczęśliwa, że w końcu ją skończyłam ;) Kolory, mimo wszystko, są naprawdę ładne, a sam wzór bardzo mi się podoba i jeszcze nie raz z niego skorzystam.
Mam nadzieję, że wytrzymaliście ten "przegadany" post :) Obiecuję, że w następnym będzie więcej zdjęć lub przynajmniej nie tak dużo pisaniny ;) 

13 komentarzy:

  1. Hahaha fajny post:D Oczywiście współczuję problemów i cieszę się razem z Tobą ,że już ją skończyłaś. Faktycznie ładna jej i niech służy siostrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak potem czytałam ten post, żeby poprawić ew. błędy, to doszłam do wniosku, że gdybym to przeczytała u kogoś innego, to chyba bym nie uwierzyła, bo to jakaś komedia omyłek ;)
      A teraz zgłębiam kulki szydełkowe, może coś wyjdzie ;)

      Usuń
    2. No komedia naprawdę :) Powodzenia z kulkami życzę. Tam przynajmniej koraliki nie tańczą, taki plus ;D

      Usuń
  2. Bransoletka jest piękna! :-) Tak to już jest, że z pozoru niewinne "twory" potrafią z nas wycisnąć pot, krew i łzy... Ale dla takiego efektu chyba warto! ;-) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krew, pot, łzy i litania do "pań obyczajów nieciężkich" ;) Ale jak na nią patrzę, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że warto było :)
      Dziękuję za odwiedziny! :)

      Usuń
  3. Przygody co jakiś czas się zdarzają i są potrzebne ;) też czasem muszę się na główkować co tu zrobić co tu zrobić? ;) kiedy jest czas nie ma problemu, ale zazwyczaj go nie ma ;p takie sytuacje uczą, żeby się nie poddawać i rozwijają naszą wyobraźnie ;p a bransoletka wygląda świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie ;) Nie tylko rozwijają wyobraźnię, ale i, przede wszystkim, uczą cierpliwości ;)

      Usuń
  4. Tak jaśniej tutaj się u Ciebie zrobiło ;) podoba mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ciągle się zastanawiam, co mnie skusiło na tamten paskudny róż i gdzie ja głowę miałam, jak go robiłam :P

      Usuń
  5. Oj tak, beadingowe prace potrafią dać do wiwatu ;) Ale efekt zwykle wszystkie męki wynagradza, a bransoletka świetnie wyszła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak czasem bywa, że koralikowy los kłody pod nogi nam rzuca, ale najważniejsze to się nie poddawać:) Najważniejsze, że siostrzany nadgarstek uszczęśliwiony :) Super bransa, gratuluję wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostra uszczęśliwiona i się chwali wszędzie, gdzie może ;) Dziękuję za miłe słowa i za odwiedziny ;)

      Usuń

Copyright © 2014 Panna Kajka dzierga , Blogger