AUTUMN RAIN

AUTUMN RAIN

Dzień dobry!
Ufff... Żyjecie? Bo ja chyba w końcu padnę przed Świętami ;) Zaczynam dochodzić do wniosku, że mój ambitny plan podarowania każdej damie pod choinkę czegoś ręcznie robionego jest zbyt ambitny. Brakuje mi około tygodnia, żebym ze wszystkim zdążyła, ale co to dla mnie. W końcu lubię pracować w nocy, więc mogę przez parę nocy nie spać :P 
Dość już narzekania, przejdźmy do konkretów ;) Ostatnio rozpieszczałam Was swoimi próbami zgłębienia tematu haftu koralikowego i plan był taki, że dzisiaj wrzucę coś innego. Ale, jak zwykle, plany lubią się zmieniać ;) Szyjąc poniższą broszkę, zupełnie przypadkiem wpasowałam się w jedno z wyzwań Szuflady, o wdzięcznym tytule "Jesienny spacer w lesie". Nie planowałam tego zupełnie, po prostu kolory same się tak złożyły w trakcie szycia i w końcu doszłam do wniosku, że mogę się zgłosić, a co mi tam. Broszka zdecydowała za mnie i teraz oddaję jej głos ;)

AUTUMN RAIN

jaspis, broszka, haft koralikowy, handmade, rękodzieło, biżuteria
FROSTY THE SNOWMAN

FROSTY THE SNOWMAN

Dobry wieczór!
Zawsze lubiłam Święta, ale w tym roku to już od pierwszego grudnia ogarnia mnie jakiś świąteczno-zimowy szał i niecierpliwię się okropnie. Ja już chcę Święta! Teraz, zaraz, już! Ja chcę śnieg, ubieranie choinki, leniwe mijanie dni, obżarstwo przy stole wigilijnym, "Ogniem i Mieczem" w TV.. Normalnie zachowuję jak dziecko, które czeka na prezenty! Chociaż ja już osiągnęłam ten zacny wiek, kiedy to człowiek rozumie, że nie o prezenty chodzi i nie one są najważniejsze ;) W tym roku, z racji nieco większej ilości czasu (no, jak się uporam z rękodzielniczymi prezentami, ha, ha) mam okazję "wpleść" Święta w moje rękodzieło. Mam nadzieję, że zdążę jeszcze z innymi drobiazgami, które sobie przygotowałam, szczególnie z frywolitką, bo rozrysowane śnieżynki czekają na usupłanie :) A tymczasem, chociaż za oknem śniegu jak na lekarstwo, przypałętał się taki bałwanek...

(przy czytaniu posta ścieżkę dźwiękową sponsoruje pan Michael Bublé - słuchanie wysoce zalecane ;) )

Ten weekend był szalenie produktywny i pojawiło się w mojej małej "pracowni" kilka prac z kategorii "haft koralikowy". Wedle starszeństwa, ta jest numerem trzy, ale numer dwa przewidziany jest na prezent pod choinkę, a, że osoba, która ten prezent otrzyma odwiedza mojego bloga, musicie uzbroić się w cierpliwość :) Poza tym, za tą bałwankową broszką kryje się pewien niecny plan, który zaraz Wam zdradzę...

FROSTY THE SNOWMAN

frywolitka, haft koralikowy, tatting, biżuteria, handmade, rękodzieło, broszka

We wtorek na blogu Szuflady pojawił się post o kolejnym wyzwaniu. Tematem grudniowych zmagań są połączenia - należy łączyć różne, różniste techniki rękodzielnicze i stworzyć coś niesamowitego. Nie wiem, czy moja brocha jest wystarczająco niesamowita, ale połączenie różnych technik na pewno jest, chociaż nie gwarantuję, że ktoś inny wcześniej na to nie wpadł ;) Jak doczytałam temat wyzwania, niemal od razu zdecydowałam, że połączę technikę dla mnie pierwszą - czyli frywolitkę, bo to od niej wszystko się zaczęło - oraz nowo poznany haft koralikowy. W zamyśle frywolitka otaczająca broszkę miała przypominać płatek śniegu, ale, jak wiadomo, plany lubią się zmieniać. 


Ale, zacznijmy od początku. 
Uroczy, prosty kaboszon szklany z bałwankiem otoczyłam koralikami TOHO Round 11/0 w kolorze Matte-Color Opaque White oraz TOHO Round 15/0 Opaque-Lustered White. Wzorek w środku miał przypominać śnieżynkę i, moim skromnym zdaniem, chyba się udało ;) Dalej TOHO Round 8/0 w kolorach: Opaque-Frosted Shamrock, Opaque-Frosted Cherry, Opaque-Frosted White i Opaque-Rainbow White. Wszystko to przeplatane 4 mm. perłami szklanymi. Kolejny rządek to TOHO Round 8/0 Opaque-Frosted White - w teorii niepotrzebny, w praktyce wyrównał całość i ułatwił mi końcowe oplecenie całości kolejnymi "ósemkami" - TOHO Round 8/0 Opaque-Rainbow White. 
Najcieńsza moja igła frywolitkowa przez koraliki 11/0 nie przechodzi, więc otoczyć broszkę musiałam większymi, 8/0. Igła przeszła, ale cieńszy kordonek już tak dobrze się nie trzymał, toteż znów musiała nastąpić drastyczna zmiana ;) Wzorek także miał być nieco bardziej skomplikowany, ale przy pierwszej próbie doszłam do wniosku, że brocha staje się "mega brochą" i jest już stanowczo za duża, więc ograniczyłam się do skromnych łuczków. 


Nie żartuję, mówiąc, że to brocha, a nie broszka, co też pokazuje powyższe zdjęcie poglądowe, ze skromną dwuzłotówą ;) Brocha bez frywolitki ma ok 4,3 cm średnicy, z frywolitką - 6,5 cm średnicy. Sporawo, nie powiem, a jej wielkość z początku mnie przeraziła i nie przekonała, nawet miałam pruć ostatnie rządki, ale im dłużej się jej przyglądałam, tym bardziej mi się podobała. Podoba mi się dalej, więc taka zostanie, a połączenie frywolitki i haftu koralikowego jest warte powtórzenia w najbliższej przyszłości :) 


Tył broszki podklejony białą ekoskórką, zapięcie srebrne. Jeszcze mam problem z tym ściegiem właśnie, z podszywaniem strony "zadniej", ale praktyka czyni mistrza, więc jedynym remedium tutaj jest czas ;)

I ostatnie zdjęcie poglądowe na czerwonym, kaszmirowym swetrze, równie świątecznym jak brocha ;)

Zgodnie z planem, zgłaszam broszkę na grudniowe wyzwanie do Szuflady. 
Jak już wspomniałam, w pracy połączyłam technikę frywolitkową i haft koralikowy. 


Mam nadzieję, że w Mikołajki Wasz Mikołaj był bogaty w słodkości :)
Miłej niedzieli!
NAUGHTY BLACK CAT

NAUGHTY BLACK CAT

Cześć i czołem!
Chyba jestem winna Wam wyjaśnienia. Wbrew obiegowej opinii, żyję i mam się świetnie, a pogłoski o mojej blogowej śmierci są mocno przesadzone :P Cierpię na gorączkę przedświąteczną i chroniczny brak czasu. Wszyscy chcą prezent na święta, biżuterię na Sylwestra, a ja, niestety, mam tylko jedną parę rąk (palcami u stóp jeszcze nie umiem dziergać, aczkolwiek w którymś momencie rozważałam taką opcję...), a doba ma tylko 24 godziny. Byłam tak zawalona robotą, że to aż boli, a wszystko było "na wczoraj" i nijak nie zdążyłam nawet zrobić zdjęć części robótek :( Na szczęście moje i, mam nadzieję, Wasze, w końcu znalazłam chwilę, zrobiłam całą masę zdjęć zaległych prac (co gwarantuje mi znowu regularność w publikacji postów, jupi!) i już śpieszę, by pokazać, co ostatnio wydziergałam :)

NAUGHTY BLACK CAT

haft koralikowy, kaboszon, broszka, handmade, rękodzieło, biżuteria

Haft koralikowy to jedna z tych technik, które od dawna mnie fascynowały, jednak wydawały mi się strasznie skomplikowane, czasochłonne, trudne i w ogóle nie dla mnie. Czas pokazał, że miałam rację tylko w części - tak, jest to technika czasochłonna, niektóre sprawy są trudne, ale nie niemożliwe, a koniec końców, szyje się bardzo przyjemnie. Szycie tej broszki, mimo kilku problemów, było dla mnie ogromną frajdą :)) 

Broszka nie miała żadnego szczególnego pomysłu, zaczynając, nawet nie wiedziałam, że wyjdzie z niej kocia broszka :) Założenie było proste - spróbować, zobaczyć, co z tego wyjdzie i czy się nie zabiję, wbijając sobie igłę w pół palca (no dobra, wbić to ją sobie wbiłam, może nie na pół palca, ale krwi się trochę polało; nawet rozważałam zabawienie się w Śpiącą Królewnę - spanie uwielbiam, więc myśl kusząca - co to się wrzecionem ukuła, ale mój Książę chyba nie ma mojego adresu i musiałabym na niego czekać do uśmiechniętej śmierci, a w obliczu ilości projektów, jakie na mnie czekają, nie mam na to czasu; także, sorry Prince, next time). Jak widać, coś niecoś mi z tego wyszło ;) Nie byłoby jednak ani jednego najmniejszego ściegu, gdyby nie tutoriale i wskazówki dwóch utalentowanych w tym kierunki pań - znanej zapewne wszystkim (a jak nie, to natychmiast naprawcie ten błąd!) Asi Bluefairy - jej poradniki dotyczące samych podstaw (wybór igły, nici, kleju, podkładu, etc..), a także poradniki dotyczące kilku ściegów były ogromnie pomocne; oraz Qrkoko, której trzyczęściowy kurs dot. podstaw haftu koralikowego znam już na pamięć. Jeśli ktoś chce zacząć zabawę z tą techniką, odsyłam do tych dwóch dam :) 
A wracając do broszki: 


Jest przeklęta. 
Mówcie co chcecie, ja twierdzę, że jest przeklęta i to wina tego czarnego kocura zaklętego w kaboszonie. Od początku nic nie szło tak, jak powinno - nić się plątała, koraliki mi uciekały, filc się mechacił na potęgę (alert: ma ktoś jakieś pomysły jak sobie radzić z mechacącym się filcem?), do tego tenże filc nie chciał się zabarwić na czarno (paczka z czarnym filcem utknęła na poczcie, a mnie się czekać nie chciało na nią), peyote wyszedł monstrualnie krzywo, nie mogłam znaleźć małych baz do broszki, obszycie koralikami całości wygląda poniżej krytyki, a już na sam koniec aparat uparcie odmawiał posłuszeństwa przy robieniu zdjęć. Narobiłam ich, lekko licząc, prawie setkę, a do publikacji nadaje się ledwo kilka, a i tak najlepszych lotów nie są. Gdyby mi nie szkoda było włożonego w broszkę wysiłku, rzuciłabym nią przez pół pokoju, ale to trochę tak jakbym rzuciła własnym dzieckiem, więc pomysł umarł :P Miałam ją rozpruć i zacząć od nowa, ale w końcu doszłam do wniosku, że zostanie i będzie mi przypominać, jak wyglądały moje pierwsze zabawy z haftem koralikowym. Mimo niepowodzeń i kociej klątwy, mam zamiar bawić się w haft, tak mi się to spodobało, że chyba się niedługo uzależnię :)) 

Rzut oka z bliska na piękne filce, kłaczki i krzywizny

Słówko o materiałach - kaboszon szklany z czarnym kotkiem, wybrany specjalnie po to, abym mogła użyć w głównej mierze czarnych koralików i po prostu na nich poćwiczyć. Kaboszon przykleiłam na niemiłosiernie mechacący się filc (filc miękki z firmy KnorrPrandell, nie byle bubel, stąd moja frustracja), obszyłam go koralikami: TOHO Round 15/0 Opaque Jet, TOHO Round 15/0 Trans-Rainbow Crystal, TOHO Round 11/0 Opaque Jet, do tego Fire Polish Jet Matte 3mm i Fire Polish Opaque White AB 3mm. 
Cała broszka ma skromne wymiary 4 x 3,5 cm. 


Tył podszyty czarną ekoskórką. Baza do broszki jest dużo większa niż być powinna, co już wspominałam. Mniejsze bazy raczyły zginąć i odnaleźć się już po tym, jak broszka była skończona, grrr...

Rzut okiem na broszkę na innym tle

Im dłużej na nią patrzę, tym bardziej mi się podoba, mimo jej niedoskonałości. Chociaż opisałam tworzenie jej jako katorgę, to tak naprawdę było całkiem miło i sympatycznie ;) Do szału jedynie doprowadza mnie fakt, że ciągle wynajduje kolejne włókienka filcu, które wystają spomiędzy koralików, chociaż spędziłam godzinę z lupą i wydłubywałam, co mogłam. Nic mnie jednak nie powstrzyma przed kolejnym podejściem do tematu haftu koralikowego, także wszelka krytyka i wszelkie wskazówki jak najmilej widziane :)  

To jak się podoba niegrzeczny Czarny Kot? ;)
Czekam na Wasze opinie, za każdą dziękuję
i zmykam uzupełnić zaległości na Waszych blogach. 
Mam ich całkiem sporo, aż wstyd!
Trzymajcie się ciepło!
RAINBOW BOOKMARKS II

RAINBOW BOOKMARKS II

Czółko!
Zgodnie z planem i obietnicą, dzisiaj prezentuję tajemnicze dwie zakładki z poprzedniego posta, które tak bezczelnie ukrywałam przed światem ;) Nie są to oczywiście ostatnie w mojej szumnej karierze zakładki, bo sama idea mi się naprawdę podoba i uważam, że frywolitka doskonale do tego pasuje :) Ale czas się zabrać za kolejne prezenty świąteczne, bo czas nieubłaganie ucieka i mogę z tym wszystkim nie zdążyć.

RAINBOW BOOKMARKS II

frywolitka, zakładki, bookmark, handmade, rękodzieło,

RAINBOW BOOKMARKS

RAINBOW BOOKMARKS

Dobry wieczór!
Uznajmy, że jest wieczór, bo za oknem już ciemno ;) Jesień to idealna pora roku na czytanie książek. Osobiście uważam, że każda pora roku jest dobra, ale jakoś tak się utarło, że jesienią czyta się najlepiej, szczególnie w towarzystwie kubka dobrej herbaty i pod ciepłym kocykiem ;) Sama uwielbiam czytać książki i należę do tych ludzi, dla których w dzieciństwie największą karą było zabranie książki i nakazanie iść spać. Moi rodzice nie rozumieli wtedy, że najlepiej się czyta o trzeciej w nocy i to nic, że następnego dnia trzeba iść do szkoły na ósmą rano ;) Nie minęło mi to do dnia dzisiejszego i potrafię całą noc przesiedzieć nad lekturą, w pełni świadomie ryzykując bycie niewyspaną następnego dnia :P Czytam właściwie wszystkie gatunki literackie i niemal każdą książkę, która wpadnie mi w ręce (no, może oprócz "50. twarzy Graya", bo jednak mam resztki szacunku do siebie). Uwielbiam literaturę fantasy (J. R. R. Tolkien, T. Pratchett, J. K. Rowling, J. Červenák, etc. etc.), kocham kryminały i powieści detektywistyczne (A. Christie, R. Chandler, J. Chmielewska, B. Akunin, etc. etc.), powieści historyczne łykam w jeden wieczór (H. Sienkiewicz, W. Scott, J. Komuda, etc.), a nawet sięgam po romanse, w ramach lektury lżejszej i się tego nie wstydzę! (ale, tu muszę nadmienić, że czytam romanse tylko jednej autorki, N. Roberts, a i to nie wszystkie - tylko te, które mają elementy literatury kryminalnej lub fantasy ;) ). Swoich ulubionych autorów i ulubione książki mogłabym wymieniać godzinami, ba! tygodniami.
Pewnie się zastanawiacie, w jakim celu opowiadam Wam to wszystko ;) Uważam, że każda książka zasługuje na piękną oprawę i na równie piękną zakładkę. Nie ma nic gorszego niż zagięte rogi książki lub kładzenie jej grzbietem do góry, toż to zbrodnia! Zakładek jeszcze na frywolitkowej igle nie robiłam, więc szybko postanowiłam to nadrobić i powstały cztery frywolitkowe zakładki, wszystkie z moich ulubionych cieniowanych nici. Dzisiaj jednak pokażę Wam tylko dwie pierwsze zakładki - gdybym pokazała wszystkie, post byłby kilometrowej długości, bo tyle zdjęć "napstrykałam" ;)

RAINBOW BOOKMARKS

frywolitka, bookmark, zakładka, rękodzieło, handmade

MISS MARBLE

MISS MARBLE

Witajcie!
Bardzo serdecznie witam wszystkich nowych obserwatorów - cieszę się, że jest Was już tyle i niech ta liczba 13 okaże się szczęśliwa ;)
Zgodnie z zapowiedzią, dzisiaj coś bardzo prostego, wręcz banalnego - bransoletka szydełkowo-koralikowa o wdzięcznej nazwie "Miss Marble" (tak, kocham kryminały, a Agathę Christie czytałam jeszcze dzieckiem w kołysce będąc ;) ). Wzorek praktycznie żaden, bo całą "robotę" robią tu przepiękne koraliki, o których zaraz opowiem :) 
Przy okazji, zauważyłam, że wszystkie dotychczasowe posty październikowe zaczynają się na literę "m"... hmm... ciekawy przypadek, nieprawdaż? ;)

MISS MARBLE

handmade, rękodzieło, biżuteria, crochet rope, sznur szydełkowo-koralikowy, bransoletka

MIDNITE QUEEN

MIDNITE QUEEN

Czołem!
Za oknem hula wiatr i jest stanowczo za zimno, żeby wychodzić z domu. Najlepiej cały okres jesienny (i zimowy) spędziłabym pod kołdrą, z kotem na kolanach i/lub psem w nogach. Ale życie jest wredne i nie można sobie na to pozwolić :P
Ostatnie dni upłynęły mi na tym projekcie, który spędzał mi sen z powiek i to dosłownie. Jestem typem nocnego pracoholika i wolę tworzyć po nocy, a dzień przesypiać. Po prostu nikt mi nie przeszkadza i mogę spokojnie robić swoje ;) Nazwa kompletu powstała jednak nie z powodu mojego zamiłowania do nocnego trybu życia. Inspirowana jest tytułem piosenki jednego z moich ulubionych zespołów rodem z zimnej Finlandii - Brother Firetribe - jeśli ktoś chce, (i lubi rock) warto przesłuchać "Midnite Queen".
A wracając do konkretów, przed Państwem kolczyki o wdzięcznej nazwie...

MIDNITE QUEEN

rivoli, kolczyki, peyote, beading, handmade, biżuteria, rękodzieło

MINTY MISTAKES

MINTY MISTAKES

Witam Was :)
To chyba była moja najdłuższa przerwa w blogowaniu, ale jesienna aura, jaka nas dopadła, nie wpływa pozytywnie na koralikowanie, szczególnie, jeśli się ktoś paskudnie przeziębi. Jak ja ;) Zatoki bolały niemiłosiernie, na szczęście pozycja pół-leżąca nie była aż taka nieprzyjemna i, chociaż posta nie było, dużo się na blogu działo. 
Zmieniłam kompletnie wygląd bloga, zmieniła się jego nazwa i muszę powiedzieć, że jestem szalenie zadowolona z efektu końcowego :) Zupełnie nie rozumiem, co mnie napadło z tym poprzednim wystrojem: mieszanką różu, brązu i kiczu. Aż wstyd, jak o tym pomyślę... Najlepiej będzie, jak zapomnimy o tym, co było i skupimy się na tym, jak pięknie jest teraz ;) Oczywiście, wszelka krytyka mile widziana. 
Mimo choróbska, udało mi się skończyć drobny komplecik, o którym też mam nieco do opowiedzenia ;) 

MINTY MISTAKES

wisior, crochet bead, kulka szydełkowo-koralikowa, rękodzieło, handmade, biżuteria

Zaczęło się wszystko od kulki koralikowo-szydełkowej. Już od dawna chciałam opanować tę trudną sztukę, ale jakoś się nie składało ;) W końcu wzięłam się w garść i zabrałam do działania - w tym momencie można powiedzieć, że całość sponsorowała Joasia z Biżuteria Blond - ucząc się kulki szydełkowej, korzystałam z przygotowanego przez nią tutoriala dla Świata Koralików; miałam na pod orędziu tylko kulkę wielkości 25mm, więc musiałam poszukać odpowiedniego wzoru. I tutaj znowu pomogła Joasia i przygotowany przez nią wzór na kulkę ombre.
Tak więc, Joasiu, oceniaj! ;) 


Kulka ma ok 30 mm średnicy i myślę, że jak na pierwszy raz, wygląda nieźle ;) Tu muszę wyjaśnić pierwszą przyczynę nazwy kompleciku - dlaczego mistakes, czyli błędy? Gdzieś przy samym końcu kulki (kolor blado-różowy) popełniłam błąd i ona nie składała się tak ładnie jak powinno być we wzorze. Co ciekawe, nie widać tego w ogóle, jedynie w czasie tworzenia zorientowałam się, że mam dziwną ilość koralików do przerobienia. Na szczęście, wiem, gdzie błąd popełniłam i już się mylić nie mam zamiaru ;)
Kulkę, która stała się wisiorkiem, zwieńcza 10. mm biała perła szklana. 



Koraliki użyte do tej biżuterii to Toho Round 11/0: Inside-Color Aqua/Lt Jonquil Lined (ten "miętowy" kolorek ;) ) oraz Ceylon Soft Pink. Stwierdziłam, że wyglądają tak świetnie razem, że zasługują na bransoletkę, także w "stylu" ombre. Trochę czasu mi zajęło stworzenie wzoru na 13 koralików w rzędzie. Chciałam podejść do tematu ambitnie i nie korzystać z innych, dostępnych na blogach wzorów. I ambicja chyba mnie zjadła ;) 


Tak przyjemnie robiło mi się tą bransoletkę, że ani się obejrzałam, a ją skończyłam. I pojawił się kolejny błąd - wyszła sporo krótsza niż planowałam, a zupełnie nie rozumiałam, dlaczego tak się stało. Po bliższym procesie wpatrywania się w koraliki jak sroka w pięć złotych, zauważyłam, że już na samym początku gdzieś się pomyliłam i z 13 koralików w rzędzie zrobiło się 14. Na wzór nie zwróciłam aż takiej uwagi w trakcie robienia i, wstyd przyznać, nie zauważyłam tego. Już miałam pruć i robić od nowa, ale doszłam do wniosku, że przejście między kolorami jest, bransoletka jest plastyczna i ładnie się układa na ręce, więc problemu w sumie nie ma ;) Wyszła jednak za krótka, ma raptem 14 cm długości, dlatego dodałam jako łącznik kolejną perłę szklaną 10. mm (a właściwie, najpierw dodałam ją tutaj, potem do wisiorka, by stwarzały spójną całość ;) oraz 5. cm przedłużkę. Dzięki temu, cała bransoletka ma 21 cm długości :) 


Całości pilnuje karabińczyk-słonik na szczęście, obowiązkowo z trąbą do góry ;) 

Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami oraz witam serdecznie nowych obserwatorów :)
Piszcie, piszcie, co myślicie o nowym wystroju bloga, bo bardzo jestem ciekawa opinii :) 
Trzymajcie się ciepło!
STRIPES

STRIPES

Cześć i czołem! 
Czasami zdarza się praca, której wykonanie jest najczystszym przekleństwem i katorgą. Co ja się przy tej, niby niewinnej, bransoletce namęczyłam, to już legendy krążą. Nic, co tyczyło się tego drobnego dziełka, nie szło po mojej myśli, o nie!
Dlatego przygotujcie się na mało zdjęć, a dużo pisaniny ;)

STRIPES

bransoletka, handmade, rękodzieło, crochet bead, sznur szydełkowo-koralikowy, biżuteria, ukośnik

Zaczęło się wszystko od paczki ze sklepu, którą nieopatrznie otworzyłam przy mojej siostrze, Styśce. W paczce, prócz mnóstwa zawieszek, było kilka paczek koralików, które zamówiłam z myślą o naszyjniku dla siebie. Siostrze obiecałam bransoletkę, miała tylko wybrać sobie koraliki... No i oczywiście wybrała te, które były przeznaczone dla mnie :P Serce mam miękkie, więc najpierw zabrałam się za pracę dla Styśki, żeby dziewczynę uszczęśliwić.
Potem była kwestia wzoru. Rozrysowałam wszystko, wyszło cacy, nawlekłam dość skomplikowaną sekwencję (w czasie której nić mi pękała kilkukrotnie...), zaczęłam szydełkować... I klops. Kaszana na całego, wzór się nie zgadzał! Gdzieś popełniłam błąd, który trzeba było znaleźć i poprawić, a jedynym wyjściem było zsunięcie z nici wszystkich koralików i nawlekanie od nowa. Grrr...
Jakoś tak wyszło, że zdążyłam rozpruć robótkę, ale nie miałam czasu nawlekać koralików, bo jechałam na wakacje do domu rodzinnego, studencki Poznań zostawiając za sobą ;) Koraliki pochowałam do torebek (co ważne, z resztką każdego z koloru!) i udałam się w podróż :) 


Jak już miałam wolną chwilę, upewniłam się, że wzór jest odpowiedni i nigdzie nie ma błędu, po czym zaczęłam nawlekać koraliki. Nawlekam je, nawlekam... I chwila, coś jest nie tak. 
W pierwszej wersji, zamiast widocznego na zdjęciach koloru Opaque Oxblood był Antique Frosted Bronze. Niestety, chociaż piękny, nie jest to koralik do sznurów koralikowych :( W wyniku pocierania przy nawlekaniu i szydełkowaniu, z koralików schodzi wierzchnia warstwa, przez co zmienia się kolor, staje się mniej intensywny, a robi się bardziej "brudny".
Wściekła (bo paczka tych koralików mało nie kosztuje), znowu musiałam zacząć wszystko od nowa, z nowym kolorem i nadzieją, że teraz wszystko będzie dobrze, bo już cierpliwości mi zaczynało brakować.
Koniec końców, padło na trzy kolory, wszystkie TOHO Round 11/0: Inside-Color Rainbow Lt. Sapphire/Opaque Teal Lined, wspomniany już Oxblood oraz Silver-Lined Milky White.
Po żmudnym procesie nawlekania, przyszedł czas na najważniejsze - pojawia się ukośnik ;). Pojawił się i znienawidziłam kolejny kolor - Silver-Lined Milky White. Doskonale widać na powyższym zdjęciu, jak koraliki same z siebie "krzywią się". Chociaż wszystko robiłam jak należy, przerobione już rzędy, w których dominantą był ten właśnie kolor, są nieco nierówne - koraliki kręcą się na wszystkie strony i nie jest to wina ściegu (przy nie-ukośniku działo się dokładnie to samo), problemem nie było także napięcie nitki przy szydełkowaniu. Te koraliki są wredne, paskudne, nie chcą się słuchać i tyle :P
Już miałam rzucić w diabły tą robótkę i zrobić siostrze coś innego, ale, na szczęście, Styśka stwierdziła, że to nawet dość artystycznie wygląda i jej się podoba ;) Czasami to aż się cieszę, że chodzi do Liceum Plastycznego, ha!
Ale mnie się tylko wydawało, że to koniec moich problemów...
Przyszedł czas na wklejanie końcówek i co się okazało? Nie mam odpowiednich. W całej tej ilości półfabrykatów, w jaką się zaopatrzyłam, nie ma dwóch pasujących do tej bransoletki końcówek. W moim miasteczku żadnego sklepu z koralikami nie ma, do Poznania miałam wróci dopiero za kilka tygodni, głupio robić zamówienie w sklepie internetowym na raptem 10 zł... Wrr...
Na szczęście, od jednego ze sklepów dostałam w poprzedniej paczce miły gratis w postaci końcówek o nieznanej mi bliżej średnicy, które mniej-więcej pasują ;) Bransoletka uratowana, jupi!!


Chociaż nie było kolorów, nie było wzoru - była już wybrana zawieszka, którą Styśka osobiście sobie kupiła w Royal Stone :) Jeleń uparcie kojarzy mi się z Thranduilem z "Hobbita" i nic na to nie poradzę :P Bransoletka ma nieco "leśne" kolory, więc wszystko jak najbardziej pasuje :) 
Ale nie mogło być zbyt pięknie i uprzedzam pytania - tak, każde ze zdjęć ma nieco różną tonację. Prawie setka zdjęć zrobiona tej "paskudnej" bransoletce i tylko te trzy dawały się do publikacji, chociaż miałam problem z balansem koloru. Żaden z etapów tworzenia tejże części biżuterii nie mógł być łatwy, wszędzie były problemy :P 

Koniec końców, mimo "paru" problemów i niedociągnięć, bransoletka (o dł. 18 cm) ozdobiła w końcu siostrzany nadgarstek, a ja jestem ogromnie szczęśliwa, że w końcu ją skończyłam ;) Kolory, mimo wszystko, są naprawdę ładne, a sam wzór bardzo mi się podoba i jeszcze nie raz z niego skorzystam.
Mam nadzieję, że wytrzymaliście ten "przegadany" post :) Obiecuję, że w następnym będzie więcej zdjęć lub przynajmniej nie tak dużo pisaniny ;) 
OSWAJANIE FRYWOLITKI || CREAM & BERRY

OSWAJANIE FRYWOLITKI || CREAM & BERRY

Witajcie, witajcie!
Chyba się nielekko rozleniwiłam, nie uważacie? Post miał być tydzień temu, ale ciągle nie mogłam się zmusić, żeby obrobić zdjęcia w programie graficznym, a potem jak już to zrobiłam, to trochę musiały "nabrać mocy urzędowej" ;)
Od dłuższego czasu zbierałam się do udziału w zabawie "Oswajanie frywolitki", szczególnie, że to jedyna taka znana mi inicjatywa w środowisku blogowym (jeśli się mylę, oświećcie mnie!) Jednak w lipcu siedziałam w domu rodzinnym i nie miałam materiałów, w sierpniu po prostu się zagapiłam i zapomniałam... Na szczęście, przyszedł wrzesień i mnie wyratował ;) 

CREAM & BERRY

frywolitka, tatting, rękodzieło, biżuteria, handmade, wisior

POPPY

POPPY

Cześć wszystkim! :)
Dzisiaj będzie szybko, zwięźle i na temat ;) Najważniejsza z informacji gminnych i innych - licencjat zdany, filologię rosyjską pożegnałam bez żalu i mogę się skupić na drugim, ukochanym kierunku (wschodoznawstwo) oraz na rękodziele. Jak tylko dojdę do siebie, to od poniedziałku szukam jakiś ambitniejszych projektów niż to, co wyczyniałam przez ostatnie dwa tygodnie ;) 
Tymczasem prezentacja skromnej, ale uroczej bransoletki, która była przerywnikiem w tym ciężkim ostatnio okresie ;)

POPPY

bransoletka, sznur szydełkowo-koralikowy, crochet bead, handmade, rękodzieło, biżuteria


SHAMROCK

SHAMROCK

Witajcie!
Pozdrawiam Was z odmętów Dostojewskiego, Bunina, Tołstoja i innych... - tak, tak, nauka do obrony idzie pełną parą i mam nadzieję, że filologię rosyjską będę miała wreszcie za sobą :P Tymczasem przedstawiam małe "dziełko", które już od dawna obiecałam pokazać. To moja pierwsza próba koralikowania z prawdziwego zdarzenia, więc bądźcie łaskawi ;)

SHAMROCK

beading, wisior, koralikowanie, peyote, rękodzieło, handmade, biżuteria

Gwiazdą dzisiejszego posta jest wisiorek, pierwszy taki w mojej karierze :) Od dawna interesowało mnie koralikowanie i haft koralikowy, chciałam spróbować w tym swoich sił, ale zbierałam się do tego jak pies do jeża. W końcu jednak, któregoś wieczora wyjęłam wszystkie materiały, otworzyłam tutoriale i zaczęłam kombinować, jak to jest zrobione... Nic by z tego nie wyszło, gdyby nie tutoriale, które możecie znaleźć tutaj: Qrkoko - podstawy haftu koralikowego,  Bluefairy-art - porady dotyczące haftu koralikowego; chociaż nie posługiwałam się techniką haftu, informacje jakie podają nam te dwie miłe panie pomogły mi w zrozumieniu tego i owego ;) Przede wszystkim jednak korzystałam z tutorialu Weroniki Kaczor z bloga koralikowaweraph.blogspot.com - Plecione kolczyki z kaboszonem. Znam go już chyba na pamięć :P Chodziło mi właśnie o takie oplecenie kaboszonu, żebym nie musiała używać żadnego podkładu, a żeby całość przetrzymała wieki i w przyszłości była odkopanym przez archeologów reliktem przeszłości ;) Ze wszystkich dostępnych na tych blogach porad i wskazówek spróbowałam stworzyć coś własnego, a nie tylko od-tworzyć. 


Centrum wisiorka stanowi szklany kaboszon we wzór koniczynek, o średnicy 20 mm. Z początku zakupiłam dwie sztuki, z zamiarem zrobienia kolczyków, kiedy jednak oplotłam pierwszy, doszłam do wniosku, że na kolczyki jest nieco za duży i w ten sposób został wisiorkiem, który powędrował już w odpowiednie łapki :) Całość ma 30 mm średnicy.
Zdjęcia na modelce z poprzedniego posta niestety nie ma - muszę w końcu podreptać do sklepu po biały brystol jako tło, bo poprzednie zostało 130 km na południe ;)


Wszystkie koraliki użyte w pracy, to moje ulubione TOHO Round w dwóch rozmiarach. Idąc od środka wisiorka - drobne, przeźroczyste o tęczowej poświacie to 15/0 Trans-Rainbow Crystal; kremowe koraliki to 15/0 Opaque-Pastel-Frosted Egg Shell. To było moje pierwsze spotkanie z koralikami rozmiaru 15/0 i wbrew obiegowej opinii, bardzo przyjemnie nam się pracowało :) Ciemnozielone to 11/0 Opaque-Frosted Mint Green, jasnozielone - 11/0 Opaque-Frosted Sour Apple. Ostatnie, przezroczyste to 11/0 Transparent Crystal. Ufff... Chyba wszystko :) 


Tak wygląda tył pracy. Miałam z nim kilka przebojów, ale postanowiłam pokazać, jak się prezentuje. Widoczna żyłka została po zdjęciu delikatnie schowana pod koraliki ;)

Tak wygląda moje pierwsze spotkanie z beadingiem oraz ściegiem RAW i ściegiem peyote*, ale myślę, że jak na pierwszy raz, wyszło przyzwoicie. Bardzo jestem z niego dumna, a koralikowanie sprawiło mi ogromną frajdę i wciągnęło jak ruchome piaski ;) Jak się uporam z obroną, będę się bawić w to dalej. 
W czwartek trzymajcie kciuki!

*dzięki Joasiu za uczenie mnie nazw ;) 
SKY WITH DIAMONDS

SKY WITH DIAMONDS

Witajcie kochane!
Wstyd. Po prostu wstyd, ale ta pogoda mnie okropnie rozleniwia, a jakby tego było mało, depcze mi po piętach obrona licencjatu i nauka do tegoż egzaminu... i masa różnych biżuteryjek, które mają być "na już", bo w taką pogodę mało która dama jest cierpliwa ;) Dzisiaj przedstawiam jedno z moich ostatnich dzieł, komplecik, który sprawił mi niemało kłopotu, chociaż wygląda na taki prosty :) 

SKY WITH DIAMONDS

frywolitka, bransoletka, tatting, fire polish, rękodzieło, handmade

Męczę się, nawlekam koraliki TOHO, patrzę, czy wzór jest dobry, pocę się i przeklinam, bo znowu błąd... I wpada do pokoju Rodzicielka z prośbą, abym zrobiła frywolitkowy komplecik z granatowej nitki z koralikami. Na już. Moja Mamuchna to cudowna kobieta, ale jej spontaniczność (ja należę do osób długo-planujących każdy najmniejszy krok) mnie kiedyś przyprawi o zawał serca...
Na całe szczęście, miałam ze sobą granatową włóczkę i wszystkie koraliki. Otworzyłam pudełko, wyjęłam koraliki i zaczęłam główkować. Kiedy już wpadłam na pomysł, zaczęłam rozrysowywać - klops. Bo ma być elegancko, o czym Rodzicielka moja zapomniała mi na początku wspomnieć. Noż kobito...
Doszłam jednak do wniosku, że im mniej, tym lepiej. I tak oto powstało eleganckie połączenie granatowej nitki i Fire Polish 4mm w kolorze Silver. 


Wzorek jest najprostszy na świecie, dużo jednak krwi napsuły mi koraliki. Nie wszystkie miały odpowiednio szeroką dziurkę (chociaż powinny), żeby nitka przechodziła przez nie dwukrotnie - koraliki były wplatane w robótkę w trakcie jej tworzenia, a nie po skończeniu całości, jak to bywa np. w technice ANKARS. Prywatnie uważam, że tak jest prościej i wszystko lepiej się trzyma :)


Do bransoletki dodałam tylko zawieszkę-różyczkę, aby całość utrzymać w eleganckim i kobiecym stylu. Karabińczyk i przedłużka, bo Rodzicielka zapomniała spytać o szerokość nadgarstka owej damy, którą ten komplecik uszczęśliwi...


Kolczyki zrobione dokładnie tak samo jak bransoletka, tylko, naturalnie, krótsze. Z tego co pamiętam, miały jakieś 12 cm + bigle (srebrne sztyfty), ale głowy nie dam - tak szybko zniknęły mi z rąk, że ledwo zdążyłam wszystko obfotografować i w tym ferworze zapomniałam o fotografii całości kompletu. Ech... 


Jak widać, wypróbowuję nowe sposoby robienia zdjęć i w tym celu zakupiłam tą oto Uroczą Damulkę, która z dumą prezentuje nowe kolczyki ;) Ręka, znajdująca się na jednym z poprzednich zdjęć, należy (spokojnie, nie dosłownie ;) ) do Rudej Aleksandry, która zgodziła się jej użyczyć do zdjęć. Myślę, że wyszło całkiem przyzwoicie :)

Jak się zepnę, to obiecuję, że za tydzień będzie coś zupełnie nowego, czego jeszcze pokazywałam, w myśl zasady "zgłębiamy nowe techniki" ;)

PS
Tak, nazwa kompletu to fragment piosenki The Beatles  - "Lucy in the Sky with Diamonds" :)
JEWEL

JEWEL

Witam!
Witam Was wszystkich chłodno, bo w taki upał, chyba tylko takie powitanie jest wskazane ;) Ten upał mnie rozleniwia i doprowadza do szału jednocześnie - zupełnie nie chce mi się robić zdjęć moich prac, wybierać odpowiednie do publikacji, obrabiać... Na dodatek aparat odmawia ostatnio współpracy i chyba też mu jest gorąco :P Dlatego dzisiaj, chociaż planowałam frywolitkę, znów prezentuję sznur szydełkowo-koralikowy, jeden z moich ulubionych w kolekcji :) 

JEWEL

sznur szydełkowo-koralikowy, crochet bead, bransoletka, biżuteria, rękodzieło, handmade
Z użyciem lampy błyskowej

Bardzo chciałam dołączyć do sznurów koraliki Fire Polish, których mam całkiem sporo. Jednym z moich ulubionych kolorów jest Teal. Uważam, że ten kolor jest po prostu obłędny i jestem w nim bezgranicznie zakochana, dlatego też bardzo rzadko go używam. Nie mogę się po prostu zdecydować, gdzie wygląda dobrze ;) 


Fire Polish (Teal 3 mm) grają tutaj pierwsze skrzypce, a idealnym tłem dla nich są koraliki TOHO Round 8/0 w kolorze Opaque-Lustered Navajo White oraz srebrne (które na zdjęciach uparcie wychodzą jak złote...) koraliki firmy Euroclass, kupione w Empiku w czasach, kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z koralikami. Są mniejsze niż TR 8/0, ale myślę, że całkiem ładnie tu pasują :) Bałam się, czy nie zejdzie z nich kolor, dlatego przeprowadziłam próbę, na szczęście, jest ok ;) 


Zapięcie zakupione w Kadoro. Przyznam, że to właśnie zapięcie spędzało mi sen z powiek. Z całej mojej kolekcji nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego, aż w końcu sięgnęłam po tego uroczego kolibra. Nie miałam jednak większych nadziei, bo wydawało mi się zbyt ozdobne do tej bransoletki... A okazało się strzałem w dziesiątkę, przynajmniej dla mnie ;) 

Mam nadzieję, że zdania są sformułowane w logiczny i zrozumiały sposób. 
Upał skutecznie gotuje mi zwoje mózgowe :P 
Do miłego! 
PASTELOVE

PASTELOVE

Dzień dobry!
Witam gorąco w ten równie gorący poniedziałek. Upały i lato nie należą do moich ulubionych okresów, powiem krótko - ja wtedy po prostu nie żyję... Więc dzisiaj bez zbędnych wstępów, przechodzimy do rzeczy, czyli kolejnego sznura koralikowego i jego historii :)

PASTELOVE

sznur szydełkowo-koralikowy, crochet bead, bransoletka, biżuteria, rękodzieło

BLACK PEARL

BLACK PEARL

Witajcie!
Serdecznie witam wszystkich nowych czytelników bloga oraz jedyną (jak na razie) obserwatorkę! Bardzo się cieszę, że zaglądacie w moje skromne progi i zachęcam do odwiedzenia podstrony "FRYWOLITKA" - gdzie umieszczone są wszystkie prace frywolitkowe, które miały już swój debiut na facebooku :)

BLACK PEARL

frywolitka, kolczyki, hematyt

SEA STORY

SEA STORY

Dzień dobry! 
Odkrywając świat sznurów koralikowo-szydełkowych, zakochałam się w sznurach plecionych z cieniowanych nici oraz półprzezroczystych koralików. Od niedawna odkrywam piękno cieniowanych kordonków i przekonałam się, że równie pięknie jak w pracach frywolitkowych, wyglądają w sznurkach. Od razu popędziłam do sklepu i zaopatrzyłam się w kilka bajecznych motków :)
Dalej uparcie uczę się współpracować z aparatem fotograficznym i mam nadzieję, że jest lepiej, chociaż post ilością zdjęć nie powala. Winić za to należy mój chory perfekcjonizm, który nie pozwala dodać zdjęcia, jeśli nie uznam go za "idealne" ;)

SEA STORY

sznur szydełkowo-koralikowy, crochet bead, motyw marynistyczny

Gwiazda dzisiejszego posta, bransoletka w marynistycznych klimatach, została wykonana z biało-granatowego kordonka. Niestety, za nic nie mogę sobie przypomnieć, jaki to był konkretnie (obstawiam Lizbeth, ale nie daję głowy). Kupiony był na pewno w pasmanterii Middia. To prawdziwa kopalnia pięknych kordonków, polecam :)


Bransoletka ma ok. 19 cm długości (+ 5 cm przedłużki). Wykonana jest z koralików TOHO Round 8/0 w kolorze Transparent Frosted-Crystal, na 7 koralików w rzędzie, przez co jest nieco sztywna. Wbrew pozorom, przyjemnie się ją nosi na ręku. 


Aby podkreślić "marynistyczny" charakter kordonka, dodałam dwie zawieszki, jak widać na obrazku powyżej - koło sterowe i kotwicę :) 
Bransoletka jest bardzo prosta i przyjemnością było jej wykonanie, mam nadzieję, że już niedługo ucieszy czyjś nadgarstek. 
POCZĄTEK || LITTLE MERMAID

POCZĄTEK || LITTLE MERMAID

Witam, witam w moich skromnych progach :) 
Z zamiarem założenia bloga nosiłam się już dawno, jednakże, niepewna, czy rękodzieło nie będzie tylko chwilowym zainteresowaniem (znając mój słomiany zapał...), poprzestałam na założeniu fanpage'a na facebooku. Po ośmiu miesiącach doszłam do wniosku, że czas wejść na kolejny poziom wtajemniczenia i ostatni weekend spędziłam na dopieszczaniu wyglądu bloga ;) Kolory: różowy, biały i brązowy, zostały dobrane zupełnie przypadkowo i stały się inspiracją dla eleganckiego bannera, trochę w stylu retro. Nie przepadam za różowym, a jednak to połączenie mnie przekonało. Przypomina mi nieco lata 50. albo... pyszną babeczkę z kremem (słyszałam też porównanie z lodziarnią, ale, może to i dobrze :) każdy lubi lody, co nie?!). 
Uff... Dość już nudnych wstępów, czas na konkrety!

LITTLE MERMAID

sznur szydełkowo-koralikowy, crochet bead, bransoletka,
Zdjęcie w świetle sztucznym.

Copyright © 2014 Panna Kajka dzierga , Blogger